Dudziarska. Najgorsze osiedle w Warszawie

Na mapie Warszawy widnieje oddalony od cywilizacji punkt na mapie. To osiedle Dudziarska, jedno z najtrudniej dostępnych miejsc w stolicy.

Chociaż znajduje się ledwie kilometr od często uczęszczanej ulicy Marsa, przypomina miejsce o którym cywilizacja zapomniała. Na osiedle Dudziarska dojeżdżamy po drodze pełnej dziur. Autobusem, który kursuje co godzinę. Zajeżdża na prowizoryczną pętlę, wypuszcza pasażerów i błyskawicznie zamyka drzwi. W przeszłości zdarzały się przypadki pobić kierowców.

Przy wjeździe wita nas zdewastowana budka. – Pół roku temu ktoś ją przywiózł. Prawdopodobnie miał jakiś plan, a następnie porzucił. Już wtedy była całkowicie zniszczona – mówi Joanna Judzińska, prezes Towarzystwa Przyjaciół Dzieci Ulicy im. Kazimierza Lisieckiego „Dziadka” działającego przy Dudziarskiej.

Na wprost stoją trzy bloki z mieszkaniami socjalnymi. Licznie wystają z nich anteny satelitarne oraz sznurki, na których wywiesza się pranie. Ludzi jest jednak mniej niż przed laty, ponieważ osiedle jest wygaszane. Przy klatkach rzędem postawiono ławeczki. A nad ławeczkami namalowano wielkie czarne kwadraty na tle białej elewacji.

To pozostałości po projekcie z 2010, kiedy grupa aktywistów postanowiła zmienić otoczenie i narysować czworokąty wzorowane na twórczości Kazimierza Malewicza. Teraz nikt już o nim nie pamięta. Z bloków zaczął odpadać tynk, dlatego także murale są już czarno-białe. Tak jak życie mieszkańców tej okolicy.

Osiedle Dudziarska znajduje się na uboczu cywilizacji. Jedyna linia kursuje co 80 minut poza szczytem. Fot. Tomasz Faszyński

Pomysł na osiedle powstał w latach dziewięćdziesiątych. Planowano przesiedlać tutaj eksmitowanych lokatorów z Śródmieścia i Pragi Południe. Aby zadbać o poziom bezpieczeństwa, niektóre mieszkania przygotowano dla policjantów oraz ich rodzin. Teraz nie ma po nich śladu.

Kilkakrotnie próbowano przynajmniej trochę urozmaicić życie mieszkańców osiedla. Kilka lat temu ruch ATD Czwarty Świat (międzynarodowy ruch humanitarny mający na celu walkę z nędzą i ubóstwem) współorganizował Festiwal Światła z wieloma atrakcjami. Spod Pałacu Kultury i Nauki miał także przyjeżdżać specjalny autobus, ale mieszkańcy nie wyrazili na to zgody. Nie chcieli, aby ktoś ich podglądał i traktował jako atrakcję turystyczną.

Na szczęście jest organizacja, która opiekuje się najmłodszymi mieszkańcami. To Towarzystwo Przyjaciół Dzieci Ulicy im. Kazimierza Lisieckiego „Dziadka”, o którym opowiada nam jego prezes Joanna Judzińska. – Nasze ognisko jest prowadzone od szesnastu lat. Jesteśmy tam tylko my, nie ma nawet sklepu. Pomagamy dzieciom w wyrównywaniu braków szkolnych i zagospodarowaniu wolnego czasu – mówi.

– Obecnie osiedle jest wygaszane, ale nie zaprzestaniemy naszych działań. Wiemy częściowo co stanie się z tymi ludźmi. Większość otrzymuje mieszkania w rejonie placu Szembeka – dodaje.

Ze względu na odizolowanie, miejsce często nazywane jest gettem. Dostęp do Olszynki Grochowskiej odcinają mu tory kolejowe, na wschodzie znajduje się areszt śledczy Grochów, a na północy zakład utylizacji odpadów. Jedyna linia autobusowa dojeżdża tu dopiero od 2010 r., a kursuje zaledwie co 80 minut poza szczytem. To dlatego osiedle jest nazywane jednym z najtrudniej dostępnych miejsc w Warszawie.

Na południu osiedle odgradzają tory kolejowe. Mieszkańcy muszą więc legalnie nadkładać wiele kilometrów, by dostać się na Olszynkę Grochowską. Fot. Michcik, Wikimedia Commons

Dawniej mieszkańcy skracali sobie drogę przecinając tory kolejowe. Od kilku lat pracownicy Służby Ochrony Kolei nie przymykają już jednak oka na próby przekroczenia torowiska i karzą srogimi mandatami. Wszystko przez śmiertelne wypadki i sytuacje, kiedy dzieci zasypiały w wagonach i budziły się kilkadziesiąt kilometrów poza domem – na przykład w Skierniewicach.

– Tutaj od lat nic się nie zmieniło. Tu jest getto – mówiła Anna Wyczółkowska w 2015 r. w programie interwencyjnym „Uwaga” w TVN. Czyżby mieszkanie w tym miejscu można porównać do lokowania się przy ulicy Brzeskiej w dwudziestoleciu międzywojennym? Praska ulica była zaliczana wówczas do tzw. północnopraskiego trójkąta bermudzkiego, czyli najniebezpieczniejszej części dzielnicy.

– Ludzi wtłoczono w jedno miejsce, ktoś kiedyś nie pomyślał. Na szczęście ludzie są już wyprowadzani z tego miejsca. To był nieudany eksperyment społeczny – dodaje Joanna Judzińska. Zainwestowany w ostatnich latach milion złotych prawdopodobnie już się nie zwróci. Osiedle Dudziarska w najbliższym czasie ma zostać zrównane z ziemią.

Fot. tytułowa: Adrian Grycuk, Wikimedia Commons

Jedno przemyślenie nt. „Dudziarska. Najgorsze osiedle w Warszawie

  1. Do autora:
    Szanowny Panie,stwierdzenie iż kierowca autobusu „wypuszcza pasażerów i błyskawicznie zamyka drzwi” nie jest spowodowane strachem kierowców przed pasażerami bądż mieszkańcami osiedla o których Pan pisze dość nieżyczliwie, lecz wymogami ZTM (w autobusach działa klimatyzacja, i dlatego drzwi są szybko zamykane na krańcu żeby w lecie w wozie było chłodno a zimą ciepło. A co do samych mieszkańców, to jeżdżę na linii obslugujacej w/w osiedle od kilkunastu miesięcy i nigdy nie spotkałem się z jakimkolwiek przejawem nieżyczliwości,lub brakiem kultury ze strony pasażerów- mieszkańców osiedla,zawsze mili uśmiechnięci ,mówiący dzień dobry, dziękuję,( na innych liniach takie zwroty z ust pasażerów nie istnieją, proponuję przejażdżkę np 211,204,503,195,227,itp)
    Oczywiście w każdej beczce miodu znajdzie się łyżka dziegciu.
    Kierowcy wszędzie są narażeni na pobicie proszę zajrzeć do statystyk ilu kierowców miało różne incydenty,głównie na liniach nocnych i podmiejskich, choć dzienna stolica też nie odstaje
    I na koniec proszę nie oceniać wszystkich jedną miarą na podstawie adresu zamieszkania.
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *