à propos à propos

Na początku był chaos. A później nauczyliśmy się z nim żyć.

à propos funkcjonuje już pełny rok. W tym czasie na naszym portalu opublikowaliśmy ponad 150 wpisów, a strona została wyświetlona prawie 200 000 razy. Takie statystyki oczywiście cieszą, ale największą satysfakcję jako redakcja czerpiemy z niezmiennego realizowania misji à propos. Na samym początku, gdy szóstka młodych ludzi spotkała się w fast foodzie w Centrum, określiliśmy nasz cel jako tworzenie oryginalnej przestrzeni do swobodnej ekspresji siebie oraz wymiany myśli między członkami redakcji a czytelnikami. Patrząc wstecz na wszystkie redakcyjne spotkania, na nasze teksty, nawet na konflikty wierzymy, że nam się udaje.

Hasło „Nikt nam nie płaci!”, które możecie odnaleźć na naszych wlepkach, wyraża wszystko, czym chcieliśmy, by stało się à propos. Kochamy pisać, kochamy się dzielić, kochamy dyskusje i pragnęliśmy miejsca, w którym wszystkie te nasze pragnienia będziemy mogli realizować bez presji. Portalu bez redaktora naczelnego, bez terminów i bez pieniędzy. Na co dzień zajmujemy się wieloma różnymi rzeczami. Często ktoś z nas nie do końca rozumie to, czym zajmuje się ktoś inny. W à propos jednak wszyscy czujemy się równie swobodnie.

Wierzymy, że nie tylko my korzystamy na takim à propos. To, co robimy, w dużej mierze robimy dlatego, że skrycie mamy nadzieję kogoś naszą działalnością zainspirować. Jeżeli kiedykolwiek ktoś dowiedział się czegoś nowego z naszych tekstów, jeżeli pomyślał inaczej, zrobił coś inaczej albo jeżeli nie zgodził się z naszą opinią i odnalazł argumentację, z powodu której się nie zgadza, to już à propos odniosło sukces. Zawsze byliśmy też otwarci na twórczość innych. Fascynuje nas, jak wiele wspaniałych pomysłów mają ludzie dookoła!

A jak to wygląda od strony praktycznej?

Spotkania redakcyjne w założeniu mają odbywać się regularnie, co dwa tygodnie. Raz nam się to udaje, a raz nie. Wiele zależy od naszych innych obowiązków, od pogody na dworze, a także od promocji w Nero. W Nero, ponieważ to właśnie ta kawiarnia przy Rondzie ONZ jest naszą nieformalną siedzibą. Właśnie tam najchętniej spotykamy się dyskutować o ostatnich tekstach, o planach na następne tygodnie, o najbliższych imprezach.

Imprezy odgrywają bowiem wielką rolę w działalności redakcji. Nie tylko dlatego, że jesteśmy młodzi. W redakcji przede wszystkim lubimy spędzać ze sobą czas. Głównie dlatego potrafimy funkcjonować bez redaktora naczelnego, że nawet gdy się różnimy, staramy się dojść do kompromisu. Nie byłoby to możliwe, gdybyśmy się nie przyjaźnili.

Brak naczelnego nie oznacza jednak, że w ogóle nie ma podziału pracy w redakcji. Wiadomo, kto zajmuje się portalem od strony technicznej. To robi na przykład Julia, dzięki której atakującym nas coraz bardziej natarczywie botom nie udało się dotąd zamieścić reklam viagry pod żadnym z naszych postów. Wiadomo, kto zajmuje się instagramem, a kto korektą. Wiadomo nawet, kto o czym pisze, kto przeklina, gdy znowu przekroczymy jakiś „ostateczny” termin, kto żartuje. Podziały zadań, tekstów i ról nie zależą jednak od nikogo. Wyłaniają się same z naszych charakterów i to sprawia, że tym bardziej się do nich przykładamy.

Często nazywamy siebie redakcyjnym kolektywem. Wśród zasad, jakie sobie wspólnie narzuciliśmy, jest obok sprawdzania tekstów przed publikacją, ich niepodważalna rzetelność, a także oryginalność. To przede wszystkim te zasady sprawiają, że nasze wpisy pojawiają się bardzo nieregularnie, a nierzadko ze znacznym opóźnieniem.

Co o à propos mówią członkowie redakcji?

Wojtek: à propos to nasze własne dziecko, a z dziecka jest się dumnym nawet, gdy na to nie zasługuje. O samym dziecku, jego sukcesach i rokowaniach, chętnie się opowiada, ale wydaje mi się, że już mniej chętnie snuje się opowieści o szczegółach jego poczęcia. Cóż, ja to zrobię.

Zrobiliśmy to na placu Zbawiciela. Pamiętam spotkanie w Klubie Komediowym z Tymonem i Kasią – wtedy powstały pierwsze szkice tego, co ma wyrosnąć na zgliszczach W Ogóle. Kiedy wszystko wskazywało na to, że koniec Warszawskiej Gazety Licealnej jest bliski. Czy mieliśmy plan? Wiedzieliśmy tylko, że koniecznie chcemy pisać dalej i że chcemy pisać razem. Zaczęliśmy działać. Dwa tygodnie później W Ogóle się rozpadło, a my już mieliśmy zwerbowany cały skład matek i ojców założycieli: Kasia Bajkowska, Julia Sadurska, Tymoteusz Ogłaza, Bartek Chlabicz, Dominik Owczarek i ja. Niezrównana Julia stawiała stronę, ucząc się tej sztuki na bieżąco, wszyscy przeszukiwali szuflady, niektórzy pisali pierwsze teksty. Spotykaliśmy się co tydzień, w niedzielę o 11:00, żeby dyskutować o treści, naszych celach i dalekosiężnych planach.

Ustaliliśmy wtedy, że a-propos.waw.pl ma być przede wszystkim platformą wymiany myśli, miejscem niejako zmuszającym do rozwoju, a także naszym warsztatowym workiem treningowym. Sugeruje to, że jesteśmy dosyć patologicznymi rodzicami, ale trzeba nam przyznać, że w wychowaniu naszego „dziecka” jesteśmy konsekwentni. Jakość i różnorodność tekstów przekładamy nad nęcące możliwości zdobycia szybkiego zasięgu. Piszemy, o czym chcemy, ale skupiamy się na inicjatywach licealistów i studentów, bo wierzymy, że to jest właśnie nasza nisza. Próbujemy być apolityczni i bezstronni, równocześnie dając prawo głosu wszystkim (no, prawie wszystkim), którzy chcą się wypowiedzieć na naszych łamach.

A trzeba przyznać, że warunki wychowawcze nie należą do najłatwiejszych; jesteśmy mali, więc często odbijamy się od drzwi i czas na wygenerowanie artykułu zwykle jest absolutnie dysproporcjonalny względem liczby tych kilkuset osób, które go zobaczą i może stu, które przeczytają. Wybraliśmy trudniejszą drogę; nie przyczepiliśmy się do czegoś, co już powstało. Ma to swoje zarówno wady, jak i zalety. Mniej więcej po równo. I oczywiście taki stan rzeczy skutecznie zabija w nas roszczeniowość, uczy pokory oraz szacunku do pracy, dla czasu poszczególnych członków ekipy.

Nie wiem, w którą stronę à propos zmierza i czy po drodze się gdzieś nie pogubi. Nawet jednak, jeśli miałoby rozpaść się jutro, to poniekąd usprawiedliwione emocjonalnie w takiej sytuacji twierdzenie, że „nie było warto”, byłoby nieprawdą.  A kłamać nie przystoi.

Dominik: à propos to dla mnie przede wszystkim grupa zgranych przyjaciół. Z większością znam się od początku liceum. Mamy na koncie wiele wspólnych wydarzeń. Nieraz mieli okazję słyszeć fatalny dowcip o trzech niebieskich kuleczkach – za to, że wciąż się przyjaźnimy, należy im się szacunek. Wiemy o sobie wiele, czasem może nawet zbyt wiele.

To dla à propos napisałem artykuły, które skłoniły do przemyśleń niejedne dziennikarskie (niekoniecznie znane mi osobiście) autorytety. Bo à propos to nie tylko dziennikarstwo lub pisanina, to przede wszystkim pasja. A ta zawsze się broni, nawet początkująca, nieokrzesana. Nikt nam nie płaci i jesteśmy z tego dumni. Czy można znaleźć większych wariatów?

Ania Skiba: à propos to miejsce realizacji pasji.

Za oknem świeci księżyc, na ulicy leżą płatki śniegu. Spoglądam na zewnątrz, szukając wzrokiem gości. Po chwili dzwoni domofon – w końcu przyszli. Nie są to jednak zwykli goście niczym „u cioci na imieninach”. Nie będą się mnie pytali, kiedy wychodzę za mąż. W à propos mamy przecież ciekawsze tematy rozmów.

Czas przedwigilijny jest dla nas wszystkich niezmiernie napięty. Każdy z nas oprócz działalności w à propos ma masę innych pasji, którym się poświęca. Mimo wszystko udało nam się spotkać na naszej małej wigilii. Poza domową wigilią to było najlepsze tego typu spotkanie, w jakim kiedykolwiek uczestniczyłam. Przy stole siedziało ze mną 6 wspaniałych osób. Każdy ze swoimi pasjami, każdy zaangażowany. Siedzą ze mną ludzie, jakich szukałam, przyjeżdżając do Warszawy.

Gdy czytam pod moim artykułem „Ania, świetnie piszesz” cieszę się z tego komentarza tym bardziej, wiedząc, że mój artykuł jest częścią większej całości. Częścią wolontariaciej pasji młodych, wspaniałych ludzi. Częścią à propos.

Julia: à propos to czyste szczęście. Od inauguracyjnego spotkania w pierwszym składzie redakcji i decyzji o stworzeniu „czegoś”, myśl o naszym przedsięwzięciu, daje mi natychmiastowy zastrzyk energii. Cały ten proces kreowania wizji à propos z kubkiem okropnej kawy z KFC, następnie niezwykle ekscytujący proces tworzenia strony internetowej, aż po dzień dzisiejszy, gdy słupki statystyk coraz szybciej wzrastają. Do tego spotkania z fantastycznymi ludźmi, których historie pojawiają się na naszej stronie i nasze redakcyjne wypady. To wszystko składa się na jeden z najbardziej kolorowych i ekscytujących aspektów mojego życia. Za te słupki i spotkania chcę zbić z każdym czytelnikiem i członkiem redakcji głośną piątkę. Oby tak dalej.

Tymon: à propos to mieszanka pasji i przyjaźni. Kiedy teraz myślę o tej niezwykłej inicjatywie, przypomina mi się szczególnie jeden wieczór. Spotkaliśmy się wtedy częścią redakcji wcale nie w celach redakcyjnych. Były to urodziny naszej przyjaciółki Kasi, która zakładała z nami portal, ale która nie tworzy już redakcji. Wszyscy poczuliśmy tego wieczoru tę szczególną więź, która nas łączy. Nie pasję, nie przyjaźń, ale właśnie połączenie ich obu.

Wieczór skończył się na Polach Mokotowskich. Leżeliśmy wpatrzeni w gwiazdy, których wyjątkowo dużo było widać na warszawskim niebie. Rozmawialiśmy, piliśmy. Całość nie przedstawiała znowuż jakiegoś idyllicznego widoku. Ale nie skłamię, jeśli powiem, że nie chciałbym być wtedy w żadnym innym miejscu ani robić czegoś innego. I to uczucie towarzyszy mi zawsze, kiedy spotykam się z redakcją lub piszę artykuł.

Również teraz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *