Ogromny potencjał, słabe wyniki. Futbolowe problemy wielkich mocarstw

Istnieje wiele wyznaczników mocarstwowości, a gospodarka, technologie lub powierzchnia kraju to tylko niektóre z nich. Na szczęście dla niektórych państw, szczególnie tych bogatych w zasoby demograficzne, poziom reprezentacji piłkarskich nie jest jednym z czynników.

 

Sukcesy sportowe zawsze były paliwem napędzającym poczucie narodowej dumy i międzynarodowej pozycji. Wbrew powszechnym skojarzeniom, nie jest tak tylko w państwach totalitarnych, ale również demokratycznych. Nawet zimna wojna odbywała się na polu sportowym, dostarczając jej obserwatorom wielu zaskakujących zwrotów akcji.

Po upadku żelaznej kurtyny sytuacja nie uległa zmianie. W klasyfikacjach medalowych igrzysk olimpijskich przewodzą głównie kraje bogate demograficznie, z zachowaniem pozostałych czynników mających wpływ na mocarstwowość. Rywalizacja USA – Rosja poszerzona została o Chiny lub Wielką Brytanię, a negatywne emocje przeniosły się na pole oskarżeń dopingowych.

Piłka nożna nie należy do sportów elitarnych. W Stanach Zjednoczonych, jak i Kanadzie jest ona uprawiania głównie przez emigrantów lub ich potomków. Mimo ogromnej popularności nie należy do najpopularniejszych dyscyplin w Chinach lub Indiach, czyli dwóch krajach o największych zasobach ludzkich. Nie licząc Niemiec, najpotężniejsze państwa świata nie mogą pochwalić się reprezentacjami odzwierciedlającymi stan ich gospodarki lub innych aspektów świadczących o sile kraju.

 

Duży pieniądz, słaba kadra

 

Azjatyckie mocarstwo przekonuje się, że pieniądze w piłce nożnej to nie wszystko. Nawet w tak skomercjalizowanym sporcie, wyniki nie przychodzą natychmiast po rzuceniu gotówki na stół. Grube ryby na własnej skórze doświadczają realiów futbolu. Już niejedni przekonali się, że zaoferowanie niebotycznych pieniędzy podstarzałym gwiazdom, nie podniesie błyskawicznie poziomu ligi.

„Sport nie jest największym priorytetem dla rządu, który przywiązuje uwagę głównie do aspektów ekonomicznych i politycznych. W Chinach piłką nożną najbardziej interesują się biznesmeni, którzy chcą na tym zarobić tak, jak właściciele największych klubów. Futbol w tym wydaniu znaczy dla nich dużo więcej niż ewentualne dążenia do wyprodukowania silniejszej reprezentacji narodowej” – mówi prof. Waldemar Dziak, politolog z ISP PAN i Collegium Civitas.

Przy rozsądnej polityce transferowej i marketingowej, istnieje cień szansy, że liga chińska osiągnie przynajmniej średni poziom. Jeśli chodzi o reprezentację, jeszcze dużo wody upłynie w Jangcy, zanim zacznie stanowić realne zagrożenie choćby w przeciętnej strefie azjatyckiej.

Teoretycznie zabrakło im zaledwie dwóch punktów, by móc zachować jakiekolwiek szanse na przyszłoroczny mundial w Rosji. Praktycznie – stracili je, nim eliminacje na dobre się zaczęły. Zwycięstwa na koniec grupowych zmagań okazały się pyrrusowe za sprawą wcześniejszych porażek, a mocarne Chiny wyprzedził postradziecki Uzbekistan, nie mówiąc o ogarniętej wojną Syrii.

 

Uszczęśliwianie na siłę

 

Indie kojarzą się z ogromnymi kontrastami. Wspaniałe dzielnice o wielkim przepychu mieszają się z dojmującym ubóstwem. Obszary nędzy nie mają żadnego znaczenia w kontekście statystyk, które ukazują świetlaną przyszłość państwa. Oprócz miana jednej z najszybciej rozwijających się gospodarek na świecie ONZ przewiduje, że za pięć lat Indie mogą zostać krajem o największej liczbie ludności.

Na futbol nie przełoży się to w żaden sposób. Zakontraktowanie kilku emerytowanych gwiazd oczywiście nie pomogło. Trudno oczekiwać by Alessandro Del Piero lub Diego Forlan mieli sprawić, by Hindusi pokochali piłkę nożną, skoro sport ten spotyka się tam z jeszcze mniejszym zainteresowaniem niż w Chinach.

W rankingu FIFA reprezentacja Indii zajmuje 105 miejsce, będąc za takimi tuzami jak Zimbabwe albo Luksemburg. Nie dziwi to wcale, gdyż drużyna narodowa zwykle odpada w przedbiegach jakichkolwiek eliminacji. Nikogo to nie martwi – hinduscy kibice wolą skupiać uwagę na krykiecie lub hokeju na trawie. Piłka nożna wywołuje u nich takie zainteresowanie jak u nas curling lub badminton.

 

Kraj mlekiem i syropem klonowym płynący

 

Trudno znaleźć kogoś, kto nie byłby świadom potęgi Kanady, ale mało kto wie, że powierzchniowo jest większa nawet od Chin, ustępując jedynie Rosji. Piłka nożna jest kolejnym aspektem, którego nie przywołuje się długo na myśl o kraju z klonowym liściem na fladze.

Do niedawna w barwach Korony Kielce występował Milan Borjan – bramkarz reprezentacji Kanady. To jeden z niewielu zawodników z tego państwa, który miał okazję trochę dłużej pograć w Europie. Jednym z najbardziej kojarzonych, nie tylko w Polsce, jest z pewnością Tomasz Radzinski. Były napastnik m.in. Anderlechtu lub Evertonu wyjechał z Polski jako 15-latek, by kilka lat później zostać najdroższym piłkarzem w historii kraju.

Obecnie najbardziej znanym przedstawicielem tamtejszego soccera jest z pewnością Atiba Hutchinson. Zawodnik z niego dość średni, stąd potrzeba nadrabiania swoich niedostatków w social mediach. Jego synek Noah ma na Instagramie… 172 tysiące obserwujących. Kibice Besiktasu, klubu, w którym gra piłkarz z trynidadzkimi korzeniami, robią flagi z jego podobizną. Syna, nie ojca, oczywiście.

Kanadyjczycy, tak jak Hindusi, pasjonują się zupełnie innymi sportami niż futbol. W kanadyjskim pubie wypełnionym miłośnikami hokeja na lodzie swoim zamiłowaniem do piłki nożnej można wzbudzić jedynie uśmiech z politowaniem. Zainteresowanie przekłada się na poziom kadry – w rankingu FIFA zajmują 96 miejsce, a czasy zwycięskiej drużyny Złotego Pucharu CONCACAF (turniej reprezentacji krajów z Ameryki Północnej, Środkowej i Karaibów) z 2000 roku minęły bezpowrotnie.

 

Zimny prysznic

 

Gdyby zimna wojna nadal trwała, za rok w Rosji moglibyśmy mieć do czynienia z wielkim festiwalem politycznym. O ile prężenia muskułów ze strony naszych wschodnich sąsiadów należy spodziewać się niezależnie od okazji, to Amerykanie mogliby mieć z tym lekki problem. Jankesi dokonali rzeczy niebywałej i nie awansowali na mundial po raz pierwszy od 1986 roku.

Nie mogło to przejść bez echa nawet w kraju, który nie stawia futbolu na pierwszym miejscu. Nawet jeśli prezydent, zgodnie z tradycją, inaugurując nowy sezon sportowych zmagań, wykonuje rzut piłeczką baseballową nie poświęcając czasu na myśl o futbolu (chyba że amerykańskim). Wyobrażacie sobie Donalda Trumpa wykonującego pierwsze kopnięcie piłki z okazji nowego sezonu Major League Soccer?

Mimo ostatniej wpadki, reprezentacja USA może poszczycić się progresem na przestrzeni ponad dwudziestu lat. Na mistrzostwach świata najdalej udało im się zajść w 2002 roku w Korei i Japonii, gdzie dotarli do ćwierćfinału. Do niedawna posiadali niezłą generację z Landonem Donovanem lub Timem Howardem na czele, ale kariera piłkarska do najdłuższych nie należy, a godnych następców raczej brakowało.

Mimo wymiany pokoleniowej mało osób spodziewało się absencji Amerykanów na mundialu w Rosji. Nadzieje na lepsze jutro zostały brutalnie rozwiane za sprawą nieudanych eliminacji w przeciętnej strefie CONCACAF. Głos zabrało wielu byłych reprezentantów kraju, a najmocniej rozbrzmiała opinia Taylora Twellmana. Ekspert ESPN wypomniał niedawne zapowiedzi o gotowości pokonania zespołów pokroju Argentyny, Belgii lub Kolumbii, które brzmiały komicznie w zestawieniu z decydującą porażką 1:2 ze słabiutkim Trynidadem i Tobago.

Największa fala krytyki spadła na selekcjonera – Bruce’a Arenę, który jeszcze na początku decydującej fazy eliminacji podjął się roli strażaka. „Błędem było zbyt długie zwlekanie ze zwolnieniem Jurgena Klinsmanna. Już po ostatnim mundialu wielu domagało się takiej decyzji, a po kolejnych spotkaniach było widać, że z tym selekcjonerem reprezentacja już nic więcej nie osiągnie” – twierdzi Adam Kotleszka, komentator MLS na antenach Eurosport.

Po rezygnacji Areny trwają poszukiwania nowego selekcjonera, jednak federacja soccera musi się teraz zmierzyć z poważniejszymi problemami. „To taka nacja, która nie znosi porażek. Nie przejdą obok tego obojętnie i wdrożą szereg zmian, mających jeden cel – awans na Mundial w 2022 i odegranie w nim znaczącej roli” – uważa Kotleszka, dodając że taki zimny prysznic może im w dłuższej perspektywie tylko pomóc.

W zmianie szyldu największe nadzieje upatrywane są w Christianie Pulisiciu. Jeśli Amerykanie zakwalifikują się za pięć lat na mistrzostwa świata, zawodnik Borussii Dortmund powinien stanowić o sile reprezentacji, posiadającej solidne podstawy w każdej formacji. „W samej MLS gra mnóstwo utalentowanych chłopców. Reprezentacja U-17 nieźle zaprezentowała się na młodzieżowym mundialu w Indiach. Można pozwolić sobie na duży komfort pracy, mając czas by wyłowić tych najzdolniejszych, gdy zostaje pięć lat do kolejnego wielkiego turnieju” – kończy ekspert Eurosportu.

 

Karkołomne zadanie

 

Nie jest niespodzianką, że w 2018 roku spośród największych mocarstw najbardziej zależeć będzie Rosji. Kraj wódki i matrioszek organizuje mundial, kolejną po zimowych igrzyskach w Soczi ważną imprezą sportową. Oczy całego świata będą zwrócone na geograficznie największe państwo, któremu od dłuższego czasu wszyscy starają się wytykać organizacyjne opóźnienia.

Mimo niespełna trzydziestu lat od zakończenia zimnej wojny, nadal można znaleźć jej namiastkę. W sporcie rozgrywa się ona na polu antydopingowym, a oskarżenia dotyczyły również rosyjskich piłkarzy. Puchar Konfederacji, czyli próba generalna przed mundialem, był dla Sbornej nieudany. O ile Nowa Zelandia nie była poważną przeszkodą, to Portugalia i Meksyk pokazały jej miejsce w szeregu.

Nie stanowiło to zaskoczenia, ponieważ ostatnimi czasy reprezentacja Rosji nie posiada nawet w połowie tak dobrego pokolenia, jakie przypadło choćby na Euro 2008. Andriej Arszawin i spółka dotarli wtedy do półfinału, ulegając tylko mistrzom świata – Hiszpanii.

Stanisław Czerczesow – były trener Legii Warszawa, stoi przed karkołomnym zadaniem sklecenia reprezentacji, która ma nie zawieść oczekiwań kibiców oraz władz autorytarnego państwa. Droga reprezentacji Rosji do ważnego turnieju odbywającego się na jej boiskach, łudząco przypomina tą w wykonaniu Polaków przed Euro 2012. Franciszek Smuda uspokajał nastroje kibiców i dziennikarzy, mawiano, że „rankingi nie grają”, a niepokojącą postawę w meczach towarzyskich bagatelizowano. Efekty były niezapomniane.

W spotkaniach mających skrystalizować ostateczny skład na przyszłoroczny mundial, Rosjanie nie powalają na kolana. Kibice mogą jedynie wspominać wspaniałe czasy ichniejszego futbolu, gdy za czasów Związku Radzieckiego udawało im się wygrać mistrzostwo Europy bądź zdobyć złoty medal igrzysk olimpijskich.

Rosja po raz pierwszy będzie organizatorem mundialu. Wspaniałością dla ich kibiców byłoby podziwiać na własnych stadionach piłkarzy dorównujących poziomem legendom takim jak Lew Jaszyn, Wiktor Poniedielnik lub Eduard Strielcow. Zamiast nich, podczas wiekopomnej chwili, będą podziwiać przeciętnych zawodników, spośród których jedynie garstka mogłaby zaistnieć w najlepszych ligach Europy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *