Monarchiści kontra uchodźcy – więcej niż derby

Nawet wśród piłkarskich znawców, Jordania nie ma prawa kojarzyć się z futbolem. Sytuacja minimalnie uległa zmianie, gdy polski napastnik wygrał tamtejszą ligę, ale nadal mało kto wie, że derby stolicy są lustrzanym odbiciem sytuacji społeczeństwa.

 

W zeszłym sezonie Al-Wehdat musiał uznać wyższość lokalnego rywala. Upokorzenie było potrójne – począwszy od przegrania tytułu mistrzowskiego, porażkę w półfinale pucharu kraju, skończywszy na zajęciu miejsca niepremiowanego występem w Azjatyckiej Lidze Mistrzów. Koniec zwycięskiej passy trwającej od trzech sezonów mógł zostać przyjęty wszędzie, ale nie w Jordanii. Zdaniem lokalnych dziennikarzy, derby Ammanu mają ogromny wymiar polityczny.

 

„Lukas, fuck you”

 

W Polsce Łukasz Gikiewicz jest kojarzony jako futbolowy obieżyświat. W 2013 roku zrezygnował z wygodnego życia piłkarza Ekstraklasy, by zacząć, jak się okazało, jeszcze dogodniejszy okres kariery. Od czasu transferu do Omonii Nikozja, zwiedził już osiem klubów, grając w sześciu różnych krajach. W Jordanii, jak zwykle nie miał problemów z aklimatyzacją i szybko zaczął stanowić o sile drużyny.

„Wychodząc na stadion w Wehdat słyszałem jak stadion śpiewał „Lukas fuck you”, co tylko mnie zmobilizowało do gry. Z kolei na mieście ich kibice chcą robić sobie ze mną zdjęcia i mówią mi „I love you” – mówi Gikiewicz, który miał do tej pory okazję zagrać w trzech meczach derbowych, strzelając w nich dwie bramki.

„Mój kontrakt jest ważny jeszcze przez rok. W tym momencie przygotowujemy się do Arab Champions, na którego inaugurację zmierzymy się z egipskim Al-Ahli, a nagroda za pierwsze miejsce w turnieju wynosi 4 miliony euro. Życie nie znosi próżni, po turnieju zawsze mogą się pojawić jakieś oferty, ale gdyby Wehdat złożył mi korzystniejszą ofertę finansową, to myślę że nie zdecydowałbym się odejść z Faisaly ze względu na fanatyzm ich kibiców” – twierdzi jedyny europejski zawodnik Al-Faisaly.

Gikiewicz gra w zespole, który znany jest ze zwolenników szczycących się jordańskim pochodzeniem. Wywołuje to konflikt z Al-Wehdat posiadającym kibiców głównie wśród palestyńskich uchodźców. Nieudana asymilacja z jednej strony i ślepa miłość wobec tamtejszego systemu z drugiej, były powodami wielu zamieszek między fanami obu zespołów.

 

Kiedy mniejszość staje się większością

 

Wszystko zaczęło się od I wojny izraelsko-arabskiej w 1948 roku, co spowodowało napływ tysięcy uchodźców z Palestyny. Wojna skończyła się militarnym zwycięstwem Izraela, co było powodem wzrostu arabskiego nacjonalizmu znanego jako panarabizm. Konflikt wywołał zmiany demograficzne, a najliczniejsza grupa uchodźców zamieszkała w obozach jordańskich.

Do końca wojny przyjęto ich prawie pół miliona, trzykrotnie zwiększając populację kraju, który w końcu przyznał im obywatelstwo. Niespełna dwie dekady później nastąpił kolejny konflikt, a do Jordanii napłynęło prawie pół miliona kolejnych uchodźców.

Jordańczycy od samego początku poczuwali się do solidarności z Palestyńczykami, jednak w miarę przypływu kolejnej fali, rosła wrogość ze strony rdzennych mieszkańców. Obawy dotyczyły dominacji ze strony coraz większej mniejszości, bano się przejęcia państwa.

Z czasem nowi obywatele uzyskali silną pozycję w gospodarce. Palestyńczycy stali się lepiej wykształceni i przejęli dużą część sektora prywatnego. Stanowiska państwowe nadal były dla nich w zdecydowanej większości nieosiągalne, co stworzyło zarzuty o dyskryminację. Powyższa tendencja trwa do dzisiaj, co można zaobserwować w instytucjach publicznych oraz tamtejszym parlamencie.

 

„Chcemy bomb”

 

Gdy władze jordańskie stanęły przed wyzwaniem zasymilowania przybyłych Palestyńczyków, na południowych obrzeżach Ammanu powstał klub złożony z uchodźców. Musiało minąć niespełna ćwierć wieku, odkąd założona w 1956 roku drużyna mogła stawić czoła państwowemu hegemonowi. Pierwsze mistrzostwo kraju Al-Wehdat zdobyło w 1980 roku, pokonując w dwumeczu Al-Faisaly. Okazało się to przełomowym momentem w nabierającym siły konflikcie między klubami z Ammanu.

Pośród rosnących obaw wobec nacjonalistycznych zapędów Palestyńczyków, drużyna piłkarska jawiła się jako niegroźna, legalna struktura. Kibicował jej sam Jasir Arafat, przywódca palestyńskiego ruchu wyzwoleńczego. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla mawiał, że w czasie gdy nie mieli głosu, Al-Wehdat odgrywał tę rolę.

Gdy w czasie derbów nie poprzestawano na obraźliwych okrzykach, klubowi zabroniono występować pod dotychczasową nazwą. Po trzech latach wycofano się z decyzji, ze względu na brak jakiejkolwiek poprawy w zachowaniu kibiców. Wraz z kolejnymi tytułami mistrzowskimi, Al-Wehdat dalej cieszył się poparciem swojej grupy społeczeństwa.

Kibicowskie okrzyki nie kończą się na wzajemnym obrażaniu członków rodziny lub wyzywaniu od homoseksualistów. Po stronie Al-Wehdat często można słyszeć okrzyki antyrządowe, z kolei kibice Al-Fajsaly wynoszą swojego króla na piedestał. Lubują się także w wypominaniu uchodźcom ich niskiego statusu ekonomicznego, by ci odpowiadali, że „nie chcą zboża i sardynek, tylko bomb”. Okrzyk ten odnosi się do pomocy humanitarnej otrzymywanej od Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Agresja z obu stron dwukrotnie spotkała się ze zdecydowaną reakcją. W 2008 roku po raz pierwszy zamknięto trybuny dla widowni ze względu na „hasła zagrażające jedności narodowej Jordanii”. Następne derby zostały przerwane ze względu na wandalizm, ale były tylko przedsionkiem do wydarzeń, które miały miejsce rok później.

 

Więcej niż klub

 

Po meczu między obiema drużynami, w zamieszkach rannych zostało ponad 250 osób. Niektórzy świadkowie ze strony Al-Wehdat sugerowali, że kilka osób było atakowanych przez policję. Nie zostało to jednak potwierdzone. Faktem jest natomiast, że nawet odpowiednia reakcja policjantów nie uchroniła przed zawaleniem się metalowego ogrodzenia na stadionie, zwiększając liczbę poszkodowanych.

Nastroje tamtejszej społeczności odrobinę uspokoiły się w ciągu kilku ostatnich lat. Przyczyniła się do tego globalizacja i wzrost popularności ligi hiszpańskiej. Kibicowanie Barcelonie i Realowi jest tam istotne, ale to nie sprawa kulturowa lub narodowa. Jedynie niektórzy kibice Al-Wehdat utożsamiają się z katalońskim seperatyzmem.

Kibicowski konflikt jest realnym odzwierciedleniem sytuacji jordańsko-palestyńskiego społeczeństwa, co daje też do myślenia państwowym władzom. Stoi przed nimi karkołomne wyzwanie w postaci integracji uchodźców oraz ich potomków przy jednoczesnym zapewnieniu bezpieczeństwa rodowitym Jordańczykom.

 

Korzystałem z książki „Sport w świecie
Islamu” wydawnictwa Smak Słowa

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *