Dziurawa jak szwajcarski ser

Takie są fakty: obrona naszej reprezentacji jest dziurawa jak szwajcarski ser. I niby wszystko jest w porządku – bo wygrywamy. Ale przed nami gry na mundialu, gdzie tak łatwo już nie będzie. Wypełnijmy niepotrzebne dziury w serze (czytaj: braki obrony) walką, zaangażowaniem i treningiem.

Spójrzmy po kolei na statystyki, nie zawsze najlepiej pokazujące rzeczywistość, ale w tym przypadku trudno deprecjonować ich znaczenie. A na tapet bierzemy gole stracone przez zwycięzców swoich grup eliminacyjnych – a tam: Anglia i Hiszpania 3, Portugalia i Niemcy 4, Francja i Belgia 6, Islandia 7, Serbia 10 (też nie najlepiej…).

Najgorsza jest Polska, z tymi swoimi 14 straconymi golami – gdzie dostawała aż 6 razy w plecy od Duńczyków. Czternaście goli to tyle, ile łącznie straciły cztery najlepsze defensywy europejskich kwalifikacji do Mundialu. Robi wrażenie?

Jak dobrze, że mamy taki atak, takich rozgrywających i… takie szczęście. Gdyby nie tych kilka czynników (przypomnijmy sobie ostatnią akcję z Armenią w Warszawie i poprzedzający ją atak przyjezdnych, zakończony niecelnym strzałem), kto wie jak potoczyłyby się eliminacje. To ofensywa dawała Polakom przewagę, którą obrona mogła spokojnie roztrwaniać. W pierwszym meczu z Danią prowadziliśmy już 3:0 – wydawało się, że rozklepiemy przyjezdnych ze Skandynawii. Chaotyczna gra spowodowała, że ledwo obroniliśmy wynik 3:2.

Z Czarnogórą – relacja z meczu tutaj – także wydawało nam się, że wrócimy na tarczy bez zbędnego wysiłku. Było 2:0, cała piłkarska Polska otwierała już szampany. Nagle zaczęliśmy się nerwowo rozglądać za korkiem i paragonem za alkohol – może warto oddać do sklepu, i tak nic jeszcze nie było pite – gdy rywale wyrównali. Tutaj nawet nie kamyczek, ale ogromny głaz do ogródka naszej reprezentacji… Pierwsze niedopatrzenie – lekceważenie z pozoru mało ważnych akcji, brak agresji. Co z tego, że w polu karnym było 11 zawodników, skoro chwilę później Tomasević i tak mierzonym strzałem doprowadził do rozpaczy Wojciecha Szczęsnego, a Czarnogórcy uwierzyli, że mogą jeszcze ten mecz wygrać.

Drugie niedopatrzenie – to jak chłopaki ustawiają się przy rzutach rożnych to nieporozumienie i dramat. Tracimy w ten sposób od groma goli… rywale wiedzą już jak przestraszyć obrońców Polski – trzeba jedynie wgrać szybko piłki w pole karne. Zrozumieli to Duńczycy, zrozumieli też Czarnogórcy – jeszcze w meczu z Danią (0:1) spokojnie wrzucali futbolówki w głąb jedenastki. W niedzielny wieczór robili to jednak tak szybko, że przed bramką znowu znalazł się Mugosa (strzelił nam też gola w pierwszym meczu) i podniósł ciśnienie wielu Polakom. I tu wracamy do pierwszego zastrzeżenia – brak agresji boiskowej. Gdzie była obrona? Gdzie był Kamil Glik?

Te obrazki i statystyki straconych goli bolą… mam nadzieję, że także kadrowiczów i sztab szkoleniowych. Jeżeli w najbliższych meczach, poprzedzających turniej w Rosji nie zostaną wyciągnięte wnioski – możemy się srogo zawieść. I pomimo losowania z pierwszego koszyka na MŚ, i tak będziemy grali z najlepszymi drużynami świata. O ile chwile nieuwagi z Armenią czy Czarnogórą dało się zatuszować – bo inicjatywę przejął Lewandowski i uratował tyłki kolegom – to trafiając na zespoły pokroju Danii czy lepsze zostaniemy srogo ukarani. Tak jak w trakcie meczu w Kopenhadze, gdzie Wikingowie po prostu pokroili nasz metaforyczny polski ser na kawałki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *