Najlepsza relacja z Amp Futbol Cup 2017

Kto nie był, niech żałuje. Na Kawęczyńskiej nie brakowało zaangażowania, emocji ani bramek. Dobrze zaprezentowała się także Polska, która zdobyła srebrny medal.

Historia Amp Futbolu zarówno w Polsce, jak i na świecie jest stosunkowo krótka. Dyscyplina powstała w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia, kiedy grupa niepełnosprawnych amerykańskich narciarzy postanowiła znaleźć sposób na aktywne spędzanie przerw letnich.

Pierwszy turniej międzynarodowy odbył się już w latach osiemdziesiątych, a dyscyplina z biegiem lat zyskiwała coraz większą popularność. W 2005 r. powstała Światowa Federacja Ampfutbolu (WAFF), a po niej kolejne sportowe związki. W końcu idea dotarła także do Polski, kiedy sześć lat temu powołano do życia reprezentację narodową.

W 2012 r. podjęto decyzję o zorganizowaniu pierwszego międzynarodowego turnieju w Polsce. I był to strzał w dziesiątkę! Od tego czasu stolicę licznie odwiedzają reprezentacje ampfutbolowe z całego świata.

 

Piłka znowu na Kawęczyńskiej

 

Jak co roku, areną widowiska był stadion przy ulicy Kawęczyńskiej na Pradze Północ. Ubiegłoroczne rozgrywki zakończyły się zwycięstwem Rosjan, którzy w finale pokonali biało-czerwonych 1:0 po dogrywce. W tym roku Polacy nie mieli okazji do rewanżu. Kadra Sbornej nie wzięła udziału w turnieju.

Zaproszone zostały za to Japonia, Francja, Anglia oraz Irlandia. Grupę uczestników uzupełnił absolutny debiutant, czyli Grecja.

Już w pierwszym spotkaniu zebrała potężne lanie od reprezentacji z Kraju Kwitnącej Wiśni, przegrywając aż 0:13. „Wiemy, że jesteśmy słabi. To była nasza pierwsza gra. Wciąż uczymy się grać w piłkę i nastawiamy na lepszą grę na kolejnych turniejach” – powiedział Bartholomaios Apostolis, trener reprezentacji Grecji. Faktycznie, przed srogimi porażkami nie uchroniłaby ich nawet wizyta w cerkwi na rogu ul. Jagiellońskiej i alei Solidarności. Byli po prostu katastrofalni. W całym turnieju nie zdobyli ani jednej bramki, a stracili… aż 28. W trzech meczach. To oczywiście niechlubny rekord turnieju.

Wielką niewiadomą była Japonia. W meczu otwarcia rozbiła ją Polska, a w starciu ostatniej szansy rozprawiła się ze słabiutką Grecją. Próbkę swoich umiejętności pokazała w niedzielę, kiedy w starciu o trzecie miejsce poradziła sobie z Irlandią.

Jeden z autorów artykułu (zgadnijcie który) na zdjęciu z japońskim Petrem Cechem.

 

„Polska zaskoczyła nas swoją grą. Byli za szybcy, na co nie byliśmy przygotowani. Będzie już tylko lepiej” – skomentował w rozmowie z nami Yukihiro Azuma, azjatycki bramkarz. I faktycznie. Po lekkim falstarcie z gospodarzami turnieju, Japończycy zdobyli brązowy medal mistrzostw.

Nasz rozmówca z oddali wyglądał jak Petr Cech, czeski bramkarz występujący w angielskim klubie Arsenal FC. Łączy ich to, że obaj na czas meczu zakładają na głowę kask ochronny. Na pytanie o podobieństwo do sportowca uśmiechnął się. „Tak, koledzy często porównują mój wygląd z prezencją tego gracza” – odpowiedział.

To jedyne co zbliżało Japończyka do utytułowanego wychowanka Viktorii Pilzno. Mimo że Niebiescy Samurajowie mieli swojego Cecha, stracili aż dziesięć goli w turnieju.

 

Polska droga do finału

 

Polscy kibice z wypiekami na twarzy czekali oczywiście na występy kadry narodowej. Zawodników pod wodzą Marka Dragosza przedstawiono jako faworytów do wygrania turnieju. Rozpoczęli bardzo dobrze. W jednostronnym spotkaniu pokonali Japonię 6:1. Kilka godzin później rozbili Grecję 11:0 i zakończyli sobotę na pierwszym miejscu w grupie A.

W niedzielne, słoneczne południe, mieliśmy poznać zwycięzcę turnieju Amp Futbol Cup. Gra rozpoczęła się o godzinie dziesiątej, kiedy zabrzmiał pierwszy gwizdek meczu Anglia-Japonia. Okazało się, że ubiegłoroczni półfinaliści nie mieli żadnych problemów z Azjatami. Wygrali 4:0 i mentalnie przygotowywali się do meczu z Polską. Tą samą, która przed rokiem wyrzuciła ich z turnieju, dzięki zwycięstwu 5:2.

Irlandczycy w meczu z Polakami zdołali strzelić tylko jednego gola. Różnica klas była widoczna gołym okiem.

 

„Biało-czerwoni będą trudnym przeciwnikiem. Uważam, że nasze szanse na zwycięstwo są takie same jak Polaków. Oczywiście wolałbym w finale Irlandię, ale to mało prawdopodobne” – podsumował Owen Coyle, trener Anglików.

Miał rację. Podopieczni Dragosza zaaplikowali rywalom cztery gole, tracąc przy tym jednego. Trzy szybkie bramki sprawiły, że awans ani przez chwilę nie był zagrożony. To nie był Beautiful Day, jak miało wynikać z piosenki U2 granej z dedykacją dla nich przed meczem. W pojedynku o trzecie miejsce Irlandia także przegrała.

Jako czwarty na listę strzelców wpisał się Bartosz Łastowski. Ofensywny napastnik jest najskuteczniejszym zawodnikiem kadry. Ze względu na technikę, jaką dysponuje oraz numer na koszulce (dziesiątka) nosi przydomek Messi.

 

 Walka o złoty medal

 

Niedzielnego wieczoru doszło do ostatecznego rozstrzygnięcia. Po jednej stronie Polska, po drugiej Anglia. Na skromnych trybunach boiska przy ulicy Kawęczyńskiej było głośno za sprawą dopingu polskich kibiców, za to gra obu drużyn była dość spokojna. Próżno było szukać wrażeń z poprzednich meczów, w których tempo było zdecydowanie szybsze.

Pierwsza połowa była wyrównana, ale widzowie liczyli na złamanie szczelnej, angielskiej obrony przez podopiecznych Marka Dragosza. Niestety, w 33. minucie wynik spotkania otworzył Lee Dobson, wyprowadzając Lwy Albionu na prowadzenie. Strzelec bramki utonął w objęciach kolegów, a gospodarze turnieju musieli wziąć się za odrabianie strat.

Do końca meczu więcej goli już nie padło. Anglicy byli bardzo konsekwentni w obronie, tworząc zaporę nie do przejścia, co zaowocowało triumfem w turnieju. Biało-czerwoni zostali pokonani przez reprezentację, która w całym turnieju nie straciła ani jednej bramki.

„To był dość trudny mecz dla naszej reprezentacji, a Polska ma bardzo dobrą drużynę. Udało nam się przetrzymać pierwsze kilkanaście minut naporu, a potem zdobyć bramkę zapewniającą wygraną w turnieju. Szczególnie we znaki dali nam się pod koniec gry, kiedy zaciekle atakowali. Zachowałem czyste konto i jestem bardzo zadowolony” – mówił po meczu Gary Marheinke, najlepszy bramkarz turnieju.

Jedna bramka zadecydowała o triumfie Anglików.

 

Trener polskiej reprezentacji, Marek Dragosz powiedział, że zwycięzców się nie sądzi i rywale zasłużyli na zwycięstwo. „Ich cwaniactwo boiskowe, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, przełożyło się ostatecznie na wygraną w finale. Musimy nauczyć się rozgrywać mecze, w których jedna bramka o wszystkim decyduje” – podsumował przyczyny porażki.

Rozczarowania nie krył również kapitan polskiej reprezentacji, Przemysław Świercz. Przed rozstrzygnięciem wyrównanego półfinału między Anglią a Irlandią, słusznie spodziewał się trudniejszej przeprawy z ostatecznymi zwycięzcami Amp Futbol Cup 2017. „Dla sportowca najważniejsze są po prostu zwycięstwa. Najważniejszy turniej jeszcze przed nami. Na mistrzostwach Europy w Turcji postaramy się wyciągnąć wnioski i wywalczyć upragnione pierwsze miejsce” – komentował na gorąco po finale.

 

Ostateczne rozstrzygnięcia

 

Po ostatnim gwizdku arbitra w meczu finałowym pozwolono piłkarzom odpocząć, a następnie zaproszono ich na ceremonię zakończenia turnieju. Wszystkim reprezentacjom wręczono puchary, a zawodnicy najlepszej trójki otrzymali medale. Nie zapomniano także o wyróżnieniach indywidualnych.

Oprócz Gary’ego Marheinke’a, który został najlepszym bramkarzem turnieju, nagrodzono także Jakuba Kożucha, Bartosza Łastowskiego i Tomasza Misia (najlepsi strzelcy, zdobyli po pięć bramek) oraz Japończyka Hiro Kayashimę (najlepszy zawodnik turnieju).

Polacy na turnieju strzelili łącznie 21 goli, dając wiele radości zarówno sobie, jak i kibicom.

Kapitalny doping oraz atmosfera spotkania sprawiły, że sportowcy z sentymentem będą wspominali zakończony wczoraj turniej w Warszawie. „Jestem wprost zachwycony tutejszymi kibicami, którzy wraz z irlandzkimi są najlepsi w Europie” – przekonywał po meczu o trzecie miejsce Simon Baker, sekretarz Europejskiej Federacji Amp Futbol.

Jego rodak, trener Nick Harrison pochwalił także Polskę za poziom organizacji ampfutbolowych rozgrywek. „Super, że macie pięć drużyn w lidze. My prawdopodobnie ruszymy z ligą narodową dopiero w przyszłym sezonie” – mówił z uśmiechem na ustach.

Simon Baker będący również kapitanem reprezentacji Irlandii wyraził wielkie nadzieje wobec rozwoju dyscypliny. „Chciałbym, żeby piłkarskie federacje zaczęły nas traktować poważnie. Przez ostatnie dwa lata wykonaliśmy pod tym względem duży progres, stąd mierzymy coraz wyżej. Ostatnio uświadomiłem Aleksandra Ceferina (prezydenta UEFA – przyp.red.) czym jest Amp Futbol. Gdy uda się zrealizować nasz cel, wtedy postaramy się przykuć uwagę FIFA, by na koniec dać o sobie znać Międzynarodowemu Komitetowi Paraolimpijskiemu” – przyznał ambitnie.

Współpraca – Dominik Owczarek

 

 

Wszystkie wyniki:

Grupa A (24 czerwca):

Polska – Japonia 6:1

Japonia – Grecja 13:0

Polska – Grecja 11:0

Grupa B (24 czerwca):

Francja – Anglia 0:2

Irlandia – Francja 2:0

Irlandia – Anglia 0:3

Półfinały (25 czerwca):

Anglia – Japonia 4:0

Polska – Irlandia 4:1

Mecz o piąte miejsce (25 czerwca):

Francja – Grecja 4:0

Mecz o trzecie miejsce (25 czerwca):

Japonia – Irlandia 2:0

Finał (25 czerwca):

Polska – Anglia 0:1

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *