Korona jaka jest każdy widzi

Na początku chciałbym podkreślić, że z niecierpliwością oczekiwałem premiery „Korony królów”. Dawno TVP nie podjęła się tak ogromnego przedsięwzięcia, jak produkcja serialu o tematyce historycznej. W dodatku podążając za współczesnymi trendami, postanowiono, że zostanie on zrealizowany w formie telenoweli.

Nie będę ukrywał, że taka właśnie formuła przedstawienia historii jest niewątpliwie mocną linią obrony twórców oraz fanów tej produkcji w odpieraniu wodospadu krytyki. Wielu przede mną zdążyło już wypunktować jej wady (zarówno merytoryczne jak i historyczne). W tej recenzji postanowiłem przyjąć rolę „adwokata diabła”, broniąc to, czego zdaniem wielu obronić się nie da oraz krytykując to, co rzeczywiście zasługuje na krytykę.

Polska odpowiedź na…

TVP początkowo szumnie zapowiadała tę produkcję jako polską odpowiedź na amerykańską „Grę o tron”. Rzekomego pierwowzoru przyznam szczerze nie oglądałem, ale też nie musiałem tego robić, żeby wiedzieć, że nim nie jest. Sam Jacek Kurski przecież przyznał, że budżet „Korony królów” to 1/250 tego co HBO przeznaczyło na swoją superprodukcję. Może w takim razie było nim „Wspaniałe stulecie”? Turecka telenowela opowiadająca o intrygach szargających dworem sułtana Sulejmana wydawałaby się lepszym punktem odniesienia. I ona jednak zupełnie tu nie pasuje. Ilona Łepkowska – konsultantka ds. scenariusza – w wywiadzie dla portalu Dziennik.pl przyznała, że takie porównania zdecydowanie są nie na miejscu. „Porównywanie go do „Gry o tron”, mówienie, że to superprodukcja. W ten sposób TVP się podłożyła. Wielokrotnie z tym polemizowałam, bo nie można „Korony królów” porównywać z „Grą o tron” […] To jakby porównać oscarowy dramat z odcinkiem „M jak miłość”. Każda produkcja powinna startować w zawodach w swoim gatunku. Myślę, że nawet tureckie „Wspaniałe stulecie” miało dużo większy budżet niż my”. Nie sposób nie zgodzić się z tym komentarzem. Głosy więc krytyków, mówiące, że to nie „Gra o Tron”, a raczej „Klan” czy „M jak miłość” są jak najbardziej uzasadnione. Nie są one jednak krytyką, a stwierdzeniem faktów.

Warto również zadać sobie pytanie, do kogo przede wszystkim adresowana jest nowa produkcja Telewizji Publicznej. Przeglądając dość ubogą jakościowo ofertę naszego publicznego nadawcy, oraz patrząc na wyniki oglądalności tegorocznego sylwestra zorganizowanego w Zakopanem, możemy śmiało dojść do wniosku, że właśnie na taką produkcję jak ta czekają widzowie tej stacji. Oczywiście, należy z wszelkim dystansem podchodzić do wysokiej oglądalności serialu, bo wysoka oglądalność nie świadczy o przychylności widzów dla produkcji. Jednak warto dodać, że było to najlepsze otwarcie jakiegokolwiek polskiego serialu od lat (3,7 mln widzów). Krytykując TVP nie zapominajmy też o innych „dziełach”, którymi raczyli nas prywatni nadawcy, jak chociażby „Belle Epoque” TVN, nie wspominając już o Polsacie, gdzie programy paradokumentalne stanowią znaczną część ramówki. Właśnie w ten sposób możemy dojść do absurdalnego i zapewnie bardzo kontrowersyjnego wniosku – program TVP w porównaniu z innymi nadawcami może jawić się ciekawym, a dobra zmiana naprawdę tutaj zachodzi (powoli, ale jednak). Być może trudno w to uwierzyć, jednakże „Korona królów” to już druga po „BODO” produkcja, która faktycznie prezentuje coś więcej niż nudną historię rodziny z wyimaginowanej polskiej klasy średniej, z problemami charakterystycznymi dla tzw. pierwszego świata. Warto o tym pamiętać.

O Koronie bez uprzedzeń

Teraz powiem kilka słów o samej prezentacji serialu. W starciu ze wspomnianymi już przeze mnie wcześniej tytanami nie ma on żadnych szans, jednak w porównaniu z zalewającymi polskie stacje telewizyjne paradokumentami wypada całkiem dobrze. Kostiumy są faktycznie „dość sztuczne”, ale color grading mocno ratuje całą sytuację. Częstym zarzutem, z którym ten serial się spotyka jest fakt, że kostiumy nie są tak wykwintne jak we „Wspaniałym stuleciu”… Jednakże nawet gdyby chciano, by takie były, to nie powinny być! Zanim zaczniemy krytykować ubogą scenografię i kostiumy, zapamiętajmy prostą rzecz: XIV wiek to nie wiek XVI, a strój polskich dworzan znacznie się różnił (ze względu na uwarunkowania kulturowe) od tego prezentowanego przez poddanych Sułtana Sulejmana. Niemniej plastikowa korona króla to rzeczywiście tandeta.

Gra aktorska, mówiąc krótko, do najlepszych nie należy. Tutaj rzeczywiście można zarzucić aktorom drętwość. Argument braku pieniędzy racji bytu nie ma, a w grę wchodzą raczej kwestie polityczne. Jednakże Polska dobrymi aktorami stoi po obu stronach barykady, więc problem ten jest dla mnie niezrozumiały. Dość słabo na ekranie prezentują się Wiesław Wójcik w roli Króla Władysława Łokietka, Mateusz Król grający króla Kazimierza Wielkiego czy też Marta Bryła jako Aldona. Zaś Halina Łabonarska wcielająca się w postać Królowej Jadwigi, będącej niczym Sułtanka Hürrem ze „Wspaniałego stulecia” – klasa sama w sobie. Skutecznie odciąga uwagę od niedoskonałości serialu, świetnie wyczuwa swoją postać.

Fabuła „Korony” zwłaszcza w pierwszych dwóch odcinkach może bawić, szczególnie gdy dowiemy się w jaki sposób one powstały i dlaczego. Akcja serialu biegnie dość szybko, już w drugim odcinku widza zaskakuje nieoczekiwany przeskok 7 lat do przodu. W trzecim odcinku następuje natomiast znaczne jej spowolnienie. Skąd ten zabieg? Otóż serial miał się początkowo rozpoczynać od trzeciego odcinka, a pierwsze dwa zostały „doklejone” w ostatniej chwili, celem wprowadzenia widza w perypetie bohaterów. Razi niekonsekwencja w stylizacji językowej wypowiedzi postaci – raz występuje, raz jej brak. Plenery po początkowych zarzutach o ich brak w dalszych odcinkach pojawiają się znacznie częściej, aczkolwiek sam ten zarzut był dla mnie również niezrozumiały. Ścieżka dźwiękowa charakterystyczna jak dla gatunku serialu. W serialu pojawiają się też błędy merytoryczne w fabule (jak np. moment, w którym Władysław Łokietek mówi do swojego syna Kazimierza, że szczerbiec to „miecz królów”, w momencie gdy ten po raz pierwszy został użyty w momencie jego koronacji).

Podsumowując, nie jest źle, mogło być gorzej. Patrząc na statystyki z sylwestra jesteśmy pewni jednego: ten serial może okazać się w Polsce HITEM, gdyż nasza publiczność już wielokrotnie udowodniła, że do zbytnio wymagających nie należy. Szczerze nie wiem, czy chciałbym płacić abonament RTV czy też nie, kiedy oglądam ten serial. Jako widz czuję się obrażony poziomem firmowanym przez telewizję narodową. Z drugiej strony należy pamiętać o tych, którzy naprawdę ciężko pracowali przy produkcji tego serialu, a teraz muszą słuchać spadającej na nich krytyki, nierzadko przesadzonej.

Krystian Pakuła

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *