„Polska ma małe szanse na reparacje od Niemiec”. Spotkanie z ekspertem od prawa międzynarodowego

Reparacje wojenne to temat ważny i szeroko komentowany w ostatnim czasie – szczególnie w kontekście polskich starań o zadośćuczynienie materialne od Niemiec za zniszczenia z czasów II wojny światowej. Wachlarz opinii jest niezwykle szeroki. 

Dr Elżbieta Mikos-Skuza – ekspert od prawa międzynarodowego – w środę w Collegium Iuriducum UW tłumaczyła jak skomplikowane jest ubieganie się o odszkodowania i jak wygląda sprawa zrzeczenia się reparacji od Niemiec z 1953 roku.

Czym są reparacje? – To wszelkie formy realizacji odpowiedzialności, nie tylko wojennej. To nie tylko pieniądze, ale także restytucja (jedna z form naprawienia wyrządzonej szkody – przyp. red) i satysfakcja – zauważa Mikos-Skuza.

Czym się różni prawo wewnętrzne od międzynarodowego, dlaczego należnych nam pieniędzy nie można wyegzekwować? – To dwie inne sprawy. W tej pierwszej wszystko reguluje ustawodawca, tu kwestia odpowiedzialności jest oczywista. W prawie międzynarodowym podmioty mają tyle praw i obowiązków, na ile się zgodzą – ocenia dr Mikos-Skuza

– Kraje są suwerenne, mają immunitet jurysdykcyjny, więc inne kraje nie mają kontroli nad danym krajem. Nie ma też sądu międzynarodowego, przed którym państwo mogłoby stanąć bez własnej woli.

Jak wygląda kwestia prawna reparacji, czy istnieją pewne regulacje? – Źródłami prawa są prawa traktatowe i zwyczajowe. ONZ zazwyczaj kodyfikuje prawo zwyczajowe i spisuje je, by łatwiej można było je stosować. Temat skodyfikowania prawa o reparacjach pojawił się w 1947 r., komisja pracowała nad tym tematem aż do 2001. Projekt trafił do Zgromadzenia Narodowego i tam został przyjęty o… niewiążącym charakterze. Do dziś nic się nie zmaterializowało. Nie ma regulacji.

Czy kwestia reparacji może się przedawnić? – Należy też przypomnieć, że nie istnieje przedawnienie w kwestii reparacji. MTS (Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości, organ sądowy ONZ – przyp. red) niektóre roszczenia odrzucał jako przedawnione, ale nigdy wojenne. A jak zapatrują się na kwestie reparacji konwencje? Sprawdźmy Konwencję Haską z 1907 r. Tam wszystko jest bardzo ogólne. Nie wiadomo w jakim trybie i na jakich zasadach państwa mogą ubiegać się o odszkodowania.

ZOBACZ TREŚĆ ART. 3 KONWENCJI HASKIEJ IV Z 1907 ROKU:

 Strona wojująca, któraby naruszyła postanowienia powyższego regulaminu, będzie pociągnięta do indemnizacji, jeśli tego zajdzie potrzeba. Strona ta będzie odpowiedzialną za każdy czyn osób, wchodzących w skład jej siły zbrojnej.

Czy Polska kiedykolwiek zrzekła się reparacji wojennych od Niemców za II wojnę światową? Co ze zrzeczeniem z 1953, czy jest ważne? – Tu potrzebny jest kontekst historyczny. W Poczdamie nasze interesy reprezentował ZSRR, Polska Ludowa była tylko państwem trzecim. ZSRR zobowiązał się, że ze swojej części podzieli się pieniędzmi z PRL. Oficjalnie reparacji Polsce nie przyznano.

– 23 sierpnia 1953 Polska oświadczyła o zrzeczeniu się reparacji z dniem 1 stycznia 1954. Mówiło się, że należy pomóc Niemcom, którzy byli w złej kondycji finansowej. Swoje oświadczenie władze PRL przesłały do ONZ, to forma rejestracji umów międzynarodowych. Dokument został później opublikowany.

– Teraz wiele osób stara się podważyć zasadność naszej umowy. Dokument z 1953 jest jednak ważny. Sprawdźmy po kolei niektóre argumenty jednej ze stron.

  • „Polska była pod przymusem” – opinia dr Mikos-Skuzy: przymus jest przesłanką do zerwania umowy, ale musi być groźba użycia siły. Czy takie coś miało miejsce? Historycy tego nie potwierdzili, chociaż można się zastanawiać.
  • „Polska zrzekła się reparacji tylko wobec NRD” – opnia dr Mikos-Skuzy: nie jest to prawda. W dokumentach pisano o Niemczech.
  • „Dokument podpisał niewłaściwy organ. Powinna to zrobić Rada Państwa, ale dokument wydała Rada Ministrów” – opinia dr Mikos-Skuzy: to nie ma przełożenia na ważność umowy międzynarodowej. Uznanie umowy za nieważną jest możliwe w oczywistych sprawach, czyli gdyby umowę podpisał np. woźny czy portier.

– Szansę na dyskusję o reparacjach, jako Polska mieliśmy także w latach siedemdziesiątych, gdy nawiązywaliśmy z Niemcami stosunki dyplomatyczne – zauważyła Mikos-Skuza. I podsumowała: – Sprawiedliwość dziejowa jest po naszej stronie, ale argumentów to sami się pozbawiliśmy. To co nam pozostaje to negocjacje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *