Polityka otwartości Frau Merkel

O osiemnastej Angela otworzyła nowe drzwi, tym razem nie dla uchodźców, a dla kolegów po fachu- w Bundestagu zasiądzie aż 6 partii.

Oczywiście, to wyborcy zadecydowali. Zwycięzcą w wyborach jest koalicja CDU\CSU, w konsekwencji Angela Merkel obejmuje fotel kanclerza po raz czwarty. Uczennica Helmuta Kohla (kiedyś również kanclerza Niemiec) poszła śladami mistrza i będzie nadal piastować urząd po 12 latach pracy na tym stanowisku. Można by więc sugerować, że jest wybitnie lubianym politykiem, jednak CDU\CSU notuje najniższy wynik od 1949 roku, a do Bundestagu chyba drugi raz w historii wchodzi jakaś skrajnie prawicowa partia, do życia wracają także liberałowie.

Rządy dotychczasowej kanclerz uznaje się w Niemczech za poprawne. Poradziła sobie z kryzysem, gdy Niemcy zaczęła zalewać fala uchodźców. Pozostali stabilnym gospodarczo krajem, by nie ryzykować określenia ich mianem „zielonej wyspy”, która odznacza się w Europie ciągłym wzrostem gospodarczym. Co więcej, na przekór obawom żaden spektakularny zamach w Niemczech nie miał ostatnio miejsca. Mimo wszystko Niemcy postrzegają Angelę nie jako idealnego kanclerza, a jako jedyną rozsądną alternatywę dla nielubianego Schulza – lidera SPD.

Przez ostatnie 4 lata w Niemczech funkcjonowała tak zwana „wielka koalicja”, to jest wspólny rząd dwóch największych partii CDU\CSU i SPD. Gdy najzacieklejsi konkurenci wspólnie rządzą, nie może powstać żadna sensowna polityka. Różnica poglądów między CDU a SPD zatarła się i stworzyła szerokie pole manewru dla socjaldemokratycznych polityków ślących „PRową” papkę  ku wygodnym wyborcom przeciętnej klasy średniej. Nie dziwi więc  zachodnich wyborców dzisiejszy wysoki rezultat AfD (Alternative für Deutschland). Komentarze postronnych Niemców w telewizji i lidera FDP jasno wskazują na to, że brak rozsądnego stanowiska prawego ramienia utorował drogę dla skrajnie prawicowych poglądów AfD.

Niemców czeka więc jazda bez trzymanki. Mało tego, że użerać się będą z AfD, to i postkomuniści – die Linke – wraz z dziewięcioprocentowym wynikiem są wciąż żywi. Siedzeń starczyć musi też dla FDP, która, w całkiem nowym wydaniu, powraca po czterech latach. Określający się mianem perspektywicznej partii – jak głoszą plakaty wyborcze („Wir denken neu”) – prawdopodobnie stworzą „jamajską” koalicję wraz z CDU\CSU i partią Zielonych.

Niemcy, mimo iż reprezentować powinni dojrzałą demokrację, noc wyborczą w Berlinie obserwują zza kordonów policji, pilnującej porządku podczas demonstracji skierowanych przeciw AfD. Nasi zachodni sąsiedzi zaliczają jako kolejni populistyczną wpadkę, która prawdopodobnie będzie ich kompromitować przez następne cztery lata. Na dodatek różnorodne towarzystwo, jakie Frau Merkel zafundowała sobie w Bundestagu, narobi jeszcze sporo krzyku. Głośno było już podczas powyborczej debaty, którą transmitowano na żywo na ZDF o dwudziestej. Kanclerz Niemiec wypowiadała dyplomatyczne riposty, by ostatecznie skwitować, że są jeszcze międzynarodowe kryzysy, w których Bundesrepublik musi zabrać głos. Bo jak rządzić światem, kiedy na własnym podwórku bałagan, prezydent Francji jest zupełnym świeżakiem, a Unia Europejska chwieje się po Brexicie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *