Karnawał trwa w najlepsze

Festiwalu Polskiej Piosenki w tym roku nie będzie. Wróć. Będzie, w liczbie mnogiej. Jeden w Opolu bez TVP, drugi z TVP bez Opola. A jednak tę absurdalną sytuację w mediach szybko przykryły inne tematy. Nawet Internet wypluł z siebie znikomą ilość memów.

Najwyraźniej przyzwyczailiśmy się już do lansowanego na każdym kroku podziału. Po początkowym zaskoczeniu „co znowu zrobili?” przychodzi otrzeźwienie „można się było tego spodziewać”. Rzeczywiście, dlaczego miałoby nas dziwić, że będą dwa festiwale, skoro od ponad dekady mówi się nam o dwóch Polskach. Wnikając w szczegóły tej konkretnej sytuacji, szybko dostrzeglibyśmy, jak niewiarygodną aferę zrobiono z niczego. Po co jednak wnikać w szczegóły, skoro to samo tyczy się niemal każdego aspektu debaty publicznej i maskaradę większość ludzi wyczuwa nosem. Co więcej, większość ludzi ma jej już po dziurki. Konwencja życia politycznego w naszym kraju przypomina trochę komedię romantyczną; z błahej sprawy do załatwienia w dziesięć minut rodzi się konflikt i rodzą się różni Reytanowie gotowi drzeć szaty w obronie swojszej prawdy. Istny karnawał.

Spójrzmy więc na różnych aktorów tego karnawału. Wbrew bowiem wpajanemu nam przeświadczeniu o dwóch stronach medalu (co jest we wspólnym interesie głównych graczy, nie tylko politycznych) nie ma dwóch, a jest wiele Polsk. Wiele wizji oraz pomysłów na kraj buzuje pod medialną skorupą samozadowolenia z prostego A i B. A żeby było zabawniej, przyjrzyjmy im się porównując ich do polskich piosenek. Przepraszam z góry wszystkie przytoczone tu piosenki.

Prawo i Sprawiedliwość nie może być w tym wyliczeniu niczym innym jak „Legionami”, a konkretniej tą zwrotką: „Mówili, żeśmy stumanieni, nie wierząc w to, że chcieć to móc! Lecz trwaliśmy osamotnieni, a z nami był nasz drogi wódz!”. Wspomnianym wodzem bynajmniej nie jest szefowa rządu czy prezydent. Zresztą pasuje to idealnie, bo dla legionistów również odniesieniem nie byli nominalni przywódcy. Grupa niosąca Polsce odrodzenie, budująca silne państwo za cenę jego całkowitej centralizacji, odwołująca się do Narodu, jednocześnie mająca ten Naród za dzieci wymagające szczególnej opieki.

Platforma Obywatelska będzie piosenką Violetty Villias „Przyjdzie na to czas”. Przyjdzie czas na program, przyjdzie czas na poglądy, przyjdzie czas na wszystko, tylko najpierw pozbądźmy się tego PiS-u. Po wyborach, po wygranej, po powrocie do władzy to zrobimy. Co? Nie wiemy. „Nie kręć głową niecierpliwie, taka kolej rzeczy jest. Jak on strasznie dręczy mnie, przecież zna mnie, przecież wie”.

Kukiz’15 zostaje piosenką swojego lidera i Borysewicza „Niby jestem, niby nie”. Formacja ta miała się rozpaść, a trwa jako trzecia siła w parlamencie. Raz ma bardziej narodowy charakter, raz bardziej wolnościowy. Jedno jest pewne, że wyraźnie dystansuje się od podjazdowych wojenek partyjnych. A jednak „błagam pomóż mi, nie mogę już tak szaleć, spokój mi się śni”. Jak długo można bazować tylko na słusznym krytykowaniu wszystkich innych opcji, pozostając luźnym zgrupowaniem posłów o tych samych ambicjach politycznych? „Chcę być sobą, ale nie wiem jak”.

.Nowoczesna – partia, która po zaledwie dwóch latach funkcjonowania już deklaruje powrót do korzeni – otrzymuje „Nie dokazuj” Marka Grechuty. „Przecież nie jest z ciebie znowu taki cud. Nie od razu […] stopisz serca mego lód” zdają się śpiewać zarówno wyborcy do tej partii, jak i partia do wyborców. Liderzy ugrupowania do partyjnych struktur i partyjne struktury do liderów. Cała formacja rozbrzmiewa tą piosenką, w miarę jak maleje jej poparcie, rozbrzmiewa nią coraz bardziej.

Polskie Stronnictwo Ludowe z nieskrywanym uśmiechem porównam z „Konikiem na biegunach” Urszuli. Naprawdę za każdym razem gdy słucham Władysława Kosiniaka-Kamysza, mam wrażenie, że śpiewa on innymi słowami właśnie tę piosenkę. Wyobraźcie to sobie, kiedy zdarzy się Wam go oglądać. Dobry humor gwarantowany. „I zobaczysz, że jednak wspaniały był on… Konik – z drzewa koń na biegunach. Zwykła zabawka, mała huśtawka, a rozkołysze, rozbawi”.

Partia Razem aż się prosi o Międzynarodówkę, ale miały być polskie piosenki, więc dostaje disco polo „Różowe okulary”. Przepraszam wszystkich zwolenników, ale to jednak subiektywne spojrzenie. „Mój drogi przyjacielu to jest fakt, przez takie szkiełka inny widać świat”.

Wolność, czyli partia Janusza Korwin-Mikkego bez wątpienia zasługuje na piosenkę „Narcyz się nazywam” zespołu Łzy. Chciałbym przytoczyć tu cały tekst, ale wystarczy chyba ten fragment: „Jestem śliczny jak kwiatuszek, który wabi setki muszek. Niepotrzebne mi podboje, aby wszystkie były moje”.

Zachęcam do zabawy w przyporządkowywanie stronnictw politycznych do polskich piosenek, skoro politycy sami do tych piosenek się pchają, vide Festiwal Polskiej Piosenki w Opolu. Wielkiego wysiłku to nie wymaga, a przynosi sporo radości. Każdy z pewnością ułoży własną, unikatową taką, nazwijmy to, listę przebojów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *