Nie tylko pyszna pizza

Niecałe 50 kilometrów między miastami czyni ogromną różnicę. Wystarczy wybrać się tanimi lotniczymi na północ Włoch, by się o tym przekonać.

Możliwości jest wiele, ale na potrzeby porównania dwóch światów skupmy się na Mediolanie i Bergamo. Czemu nie Wenecja o gęstości turystów na metr kwadratowy porównywalnej do tej w indyjskich pociągach? Dlaczego nie urokliwe okolice jeziora Como? Gdyby uwzględnić wszystkie miejsca północnych Włoch godnych uwagi, trudno byłoby skupić całą różnorodność w pigułce.

Ludzie

 

Wbrew wszelakiej propagandzie zawartej na pocztówkach, nie tylko krajobrazy są istotną częścią wyprawy. W końcu lepszy wypad z paczką fajnych znajomych na radosne południe Europy niż samotna podróż do postradzieckich okolic z główną atrakcją w postaci fabryki stali.

Podróżując do różnych zakątków świata, należy zachować stereotypy z tyłu głowy, ale tak, by nie przesłoniły nam myślenia. Szczególnie że w Mediolanie można na ulicach spotkać więcej turystów niż miejscowych, którzy w końcu stanowią o duszy miasta. Obie grupy odróżnia ich podejście do punktualności oraz ogólnego szacunku wobec czyjegoś czasu.

Nasłuchawszy się tyle o luźnym podejściu Włochów, byłem przygotowany na wszystko. Okazało się, że nie byłem. Przewodnik zapomniał o grupie? Trzeba czekać dwie godziny na właściciela apartamentu? Pół godziny oczekiwania na kawę w przydworcowej kawiarni, gdy pociąg odjeżdża lada moment? Spokojnie – w końcu jak kocha, to poczeka.

Ludzie z pewnością są bardziej przystępni w Bergamo – nawet jak się nie spieszą, ma to swój urok. Kierowca kolejki biegnącej wzdłuż wzgórza zapewne mieszka tutaj od urodzenia – tak jak wszyscy jego przodkowie. Oni zapewne też podchodzili dość luźno do swojej pracy. Ruszyliśmy – to najważniejsze. Kwadrans to nie spóźnienie.

Benito Mussolini budując główny dworzec w Mediolanie chciał ukazać „potęgę faszyzmu”. Wszystko jest w nim potężne i wybujałe

#daVinci #ItalianBoy

Kuchnia

 

Poczucie lokalności przekłada się również na klimat restauracji. Być w tradycyjnym włoskim miasteczku – takim jak Bergamo – i nie wstąpić do żadnej rodzinnej pizzerii należy do grzechów przynajmniej ciężkich.

Nie spełniając tego obowiązku, należy liczyć się z utratą szansy skosztowania niepowtarzalnego smaku tamtejszej pizzy oraz zasmakowania w cudownym miejscowym winie. Nie trzeba być znawcą klimatów południowoeuropejskich, żeby wiedzieć, że Włosi raczą się tym trunkiem dość regularnie.

Ich kuchnia jest bardzo lekka w porównaniu z naszą, ale skutecznie zaspokaja głód. Wybierając się w jakikolwiek rejon Włoch, należy oczywiście pamiętać, że mają do zaoferowania nie tylko pizzę i spaghetti. Mają dużo szlachetnych serów, owoców morza i wędlin. Na pewno brzmi to bardziej optymistycznie niż włoskie śniadanie. Polak przyzwyczajony do sążnistej jajecznicy o świcie może się srogo rozczarować, gdy na stole ujrzy croissanta z dżemem i szklanką soku.

Mając na uwadze, że w Mediolanie prędzej natrafimy na Pizzę Hut lub Domino’s Pizzę, warto docenić kameralne lokale w iście makaroniarskim stylu. Jak przystało na światową stolicę mody – wszystko przesiąknięte jest kosmopolityzmem, przez co miasto można ostatecznie uznać za… nijakie.

Krajobraz

 

Nijakie za to na pewno nie są ulice w obu miastach. W Bergamo można się zakochać zarówno za ich sprawą, jak i cudownego widoku na miasto ze wzgórza. Różnice w położeniu obu części – głównej oraz turystycznej – tylko nadają uroku.

W Mediolanie trudno go uświadczyć. Na ulicach nie brakuje śmieci, co dopełnia smutny obraz grupek siedzących przy niektórych często odwiedzanych miejscach. Gdy widać bezdomnych, nielegalnych imigrantów, lub jednych i drugich – są dwa scenariusze. Lepszy zakłada zapach charakterystyczny dla Holandii. Gorszy – smród uryny i innych płynów. Natarczywi czarnoskórzy sprzedawcy wszelakiego badziewia zwykle są nieszkodliwi, jednak niejednokrotnie było słychać o kradzieżach lub napaściach z ich strony. „Prezent dla ciebie, przyjacielu, za darmo!” – wiara w te słowa należy do szczytów naiwności. Skrajne zachowania powodują skrajne reakcje. Coraz łatwiej o zauważenie namalowanych swastyk lub napisów „Stop immigranzi”. Przekrój mediolańskiego społeczeństwa idealnie można zauważyć w okolicach głównego dworca – wybudowanego jeszcze za czasów Mussoliniego. Wszystko jest w nim ogromne i przepotężne, co stanowi pozostałość po faszystowskich czasach we Włoszech.

Na Sycylii lub w Neapolu można na autostradzie wyrzucić śmieci przez okno i mieć pewność, że przez kilka miesięcy nikt ich nie sprzątnie. Z tych i różnych innych powodów Bergamo wypada lepiej pod kolejnym względem w porównaniu m.in. ze stolicą mody. Ulice w obu częściach miasta – zarówno turystycznej, jak i nizinnej są zadbane. Trudno dostrzec na nich choćby jeden papierek.

Mario może i jest japoński, ale pochodzenie ma przecież włoskie!

Atrakcje

 

Nie lubisz spacerów? Jesteś typem Janusza, który woli wozić cztery litery na powozie konnym, zamiast przejść się trochę w górę? Jeśli tak, Bergamo zdecydowanie nie jest dla ciebie. Atrakcji szczególnie dużo tam nie ma – miasteczko idealnie nadaje się do pochłaniania wyjątkowej atmosfery i podziwiania urokliwych uliczek.

Przystań na chwilę, weź głęboki oddech – natychmiast poczujesz ducha zabytkowej części miasta. Zapach cudownego włoskiego jedzenia, przyjemny, ale nie hałaśliwy gwar dyskusji toczonych między miejscowym rzeźnikiem a jubilerem. Odwracam głowę – cukiernik wyciąga rękę, zatrzymując kierowcę. Spokojnie, nie ma co się śpieszyć, panie kolego – zdaje się mówić w niezbyt przepraszającym geście.

Wokół głównej bazyliki w Mediolanie skupia się cały rój turystów, którego jestem tylko nieznaczną mikroczęścią

Patrząc na La Scalę można zachodzić w głowę, czy okazalej z zewnątrz nie prezentuje się nawet Filharmonia Łódzka

Czas zatrzymał się w miejscu? Nie – to tylko wzgórza Bergamo

Bo i nie ma gdzie zasuwać – muzeów malutko, a główną katedrę można zwiedzić w kilkanaście minut. Makaroniarskości temu miejscu nadaje dostępność wszelakich ekspozycji tylko w języku włoskim. Non parlo Italiano? Non capisco? Twój problem. Nie wszędzie nieznajomość angielskiego równa się jakimkolwiek ograniczeniom.

Mimo kosmopolityzmu, w Mediolanie nie jest pod tym względem o wiele lepiej. Chcesz odwiedzić muzeum Leonarda da Vinciego? Mam nadzieję, że opanowałeś włoski przynajmniej w stopniu B2. Interesuje cię słynna La Scala, o której tak dużo mówi się w telewizji? Tutaj akurat problemu nie ma – chyba że liczysz na fajne zdjęcie z zewnątrz budynku. Wypatrujesz okazałego gmachu, a natrafiasz na coś, co wygląda jak budynek ambasady średnio znaczącego kraju.

Za to kibice pewnego klubu mającego siedzibę w mieście zwanym „polskim Manchesterem” postanowili dać znać o sobie. Zaskoczyli niezwykle wyszukanym sposobem – vlepkami rozsianymi koło murawy stadionu San Siro. Kto wie? Może chińscy właściciele Milanu urzeczeni tym wyrafinowaniem zainteresują się klubem i zainwestują grube miliony w „czerwony teren”?

Odpoczywając od roju turystów zgromadzonego wokół głównej bazyliki w Mediolanie oraz La Scali, warto udać się na obrzeża miasta. Jeśli jest się kibicem piłkarskim, San Siro brzmi jak Statua Wolności dla przeciętnego turysty w Nowym Jorku. Muzeum stadionu zdecydowanie warte zobaczenia, mimo zawyżonej ceny.

Całość znakomicie wieńczy mural przedstawiający Giacinto Facchettiego znajdujący się nieopodal areny. Możliwe, że legenda Interu wypatruje z góry tęsknym wzrokiem za czasami świetności obu mediolańskich klubów piłkarskich.

nosacz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *