Miasto znane nie tylko z Volvo

W Szwecji dominują dwie flagi – narodowa i tęczowa. Odzwierciedleniem tego jest Goeteborg: również zawiera w sobie kontrasty. Zaledwie kilka kilometrów dzieli skandynawską Wenecję od Śląska w pełnej okazałości.

 

Portowe miasto założone z polecenia króla Gustawa II Adolfa zajmuje bardzo wysokie miejsce w zestawieniach odwiedzin turystów, ale nadal uchodzi za gorszego brata Sztokholmu. Są ku temu podstawy – portowe miasto nie jest stolicą. Tyle że ci, którzy cenią sobie odpoczynek od zgiełku, z czystym sumieniem wybierają Goeteborg. Dobrze skomunikowany, z charakterystycznym dźwiękiem skrzypiących szyn tramwajowych zdecydowanie zapada w pamięć.

Jeśli nie mieszkacie w domu jednorodzinnym – wyjrzyjcie za okno. Co widzicie? Nawet jeśli mieszkacie w zwykłym polskim blokowisku, istnieje dość wysokie prawdopodobieństwo, że jest ono zamknięte. Spójrzcie na balkony w sąsiedztwie i wypatrujcie flag. Daremne próby. Na szwedzkich osiedlach nikt się nie odgradza, mimo że teoretycznie można mieć ku temu powody. Kilkaset metrów od szlaków turystycznych? I co z tego? Podejdź i zaobserwuj co właśnie robię w kuchni, mieszkając na parterze. Kraty w oknach? A na co to komu? Na samopoczucie mieszkańców na pewno wpływają oznaki dzikiej natury, które wydawałoby się, że nie są codziennością w tak dużych miastach. Zaledwie kilometr od centrum można znaleźć wysokie skały, a nawet mini lasy skupione wokół cichutkich osiedli.

Goeteborg jest jednym z tych miast, gdzie zdecydowanie warto rozruszać nogi. Spacerując po tamtejszych ulicach, można przez chwilę odnieść wrażenie, że znajduje się w szwedzkiej Wenecji. Nie brakuje mostów, kładek i oczywiście tramwajów wodnych transportujących turystów z jednego brzegu na drugi. Przy odrobinie szczęścia może nam się trafić darmowy rejs.

 

Spacerkiem przez miasto

Szwecja jako najbardziej liberalny kraj na Starym Kontynencie z flagą się raczej nie kojarzy, a jak już, to zapewne z tęczową. Jest w tym sporo prawdy – można ją dostrzec w wielu miejscach, a nawet w logo lotniskowego przewoźnika autobusowego. Nie myślcie jednak, że Szwedzi nie łączą tego z patriotyzmem. Wybierzcie się na typowe osiedle – stężenie flag dorównuje naszemu w okolicach świąt narodowych. Tyle że oni mają tam tak na co dzień. Jak to leciało? Szwecja traci tożsamość?

Zanim jednak wybierzemy się podziwiać osiedlowe ogródki, warto pochodzić po zabytkowej części miasta. Ważnym miejscem w mieście jest Goetaplatsen z rozpoznawalną fontanną. Wokół monumentu Posejdona można natknąć się również na ważne instytucje kulturalne – muzeum sztuki, salę koncertową, teatr miejski i bibliotekę. Niedaleko znajduje się również część miasta, która była wzorowana na paryskich Polach Elizejskich. Skupia się głównie wokół ulicy Kungsportsavenyn, zwanej też w skrócie Avenyn. Turyści szukający fajnych restauracji, butików i innych miejsc skutecznie odchudzających portfele nie będą zawiedzeni.

Wybór tego, na czym warto przycinać w trakcie podróży jest szeroki. Jedni rezygnują z prywatności na rzecz pokoju z dziesięcioma nieznajomymi. Inni zabierają konserwy. Najlepszą opcją jednak jest bycie sknerą wobec przemieszczania się komunikacją miejską. Nie mam tutaj na myśli jazdy na gapę, lecz po prostu postawienia na spacery. O ile nie znajdujemy się w opuszczonych przez Boga przedmieściach Paryża, warto pochodzić po różnych okolicach, by zobaczyć, co otacza miejscowych poza szklakami turystycznymi.

 

W szwedzkiej pizzy można zauważyć więcej dodatków niż samej esencji pizzy

 

 

 

Samochód z Lego

 

Do bezpłatnych atrakcji nie zalicza się natomiast znajdujące się na obrzeżach miasta Muzeum Volvo. Siedzibą koncernu jest właśnie Goeteborg, co nie dziwi w kontekście tego, jak bardzo miejscowi szczycą się tą marką. Wracając do oszczędności w użytkowaniu komunikacji, dziewięciokilometrowy spacer z zabytkowej części miasta w okolice portu oraz muzeum można polecić miłośnikom… Śląska. Dłuższa przechadzka lub jazda rowerem wzdłuż hałd, fabryk albo torów z kursujących po nich pociągami towarowymi stanowi niebywały kontrast.

Po przeprawie wzdłuż drogi szybkiego ruchu i niebywale długiej ścieżce rowerowej zasiadamy w holu muzeum. Bilet dla tych, którzy szczęśliwie mają mniej niż 20 lat, wynoszą od 25 SEK do 50 SEK (od 10 do 20 PLN). Tyle że cena dla staruszków powyżej wymienionej liczby wiosen również nie poraża. 100 SEK (niewiele ponad 50 PLN) stanowi uczciwą cenę za to, co można tam zobaczyć. 

W cenie zawarta jest ekspozycja przeróżnych modeli Volvo, która zachwyca nawet kogoś tak bardzo niezainteresowanego motoryzacją, jak autor artykułu. Historia koncernu jest doprawdy interesująca, a multimedialność i szeroki wachlarz eksponatów są wystarczającą rekomendacją do odwiedzin. Myli się ten, kto pomyśli, że ciężarówki, awionetki lub traktory stanowią szczyt fantazji. Wśród obiektów znajduje się również samochód zbudowany z niespełna 15.000 klocków lego.

Że też komuś się chciało…

 

Wódka we krwi

 

Dyskutując o cenach w Europie Północnej, powszechnie napotkać można ogromny pesymizm. Jadąc do Norwegii, Szwecji, Finlandii lub Danii nie trzeba wcale nastawiać się na wydrenowanie portfela. Co więcej, nie trzeba nawet zatrudniać się na zmywaku pod Sztokholmem, żeby mieć za co wrócić do Polski. Opowieści o wysokich cenach w Skandynawii i Finlandii mają oczywiście wiele z prawdy. Zgadza się – butelka wody niegazowanej na lotnisku w Oslo może kosztować więcej niż sam bilet. Nie wszędzie nasz portfel może wygrać życie.

Jeśli o samą Szwecję chodzi, można się zaskoczyć, ale pozytywnie. Paradoksalnie, ciągłe straszenie cenami z kosmosu tylko sprawia, że konfrontacja z rzeczywistością w Goeteborgu jest przyjemniejsza. Koszty pobytu w hotelu, atrakcji miejskich lub zwykłej kawy wcale nie muszą wpędzać w depresję. Standardowa cappuccino kosztuje najczęściej około 30 SEK (12,50 PLN), co wcale nie jest zdzierstwem.

Gorzej rzecz prezentuje się w pubach i restauracjach, włączając w to nawet sieciówki. Jeśli ktoś wybiera się w strony, gdzie płaci się trochę więcej i chce zaoszczędzić akurat na jedzeniu, lepiej, żeby ominął Szwecję. Ewentualnie dobrze dla niego, jeśli ma możliwość przyrządzania dla siebie posiłków. Stołowanie się na mieście nie należy do najbardziej opłacalnych w Goeteborgu. Nawet zwykła Pizza Hut ma asortyment cenowy sugerujący wykwintną pizzerię.

Idąc na piwo, lepiej zrobić od razu zapasy na później – chyba że komuś wystarczy jedno. Takich ludzi jednak jak na lekarstwo. Jak to się mówi – jedno piwo to wstęp do trzech. Trzy piwa to wstęp do dziewięciu. Za podany żart można by mnie w Szwecji już skontrolować, czy nie mam czasem problemów z nadużywaniem alkoholu. Oto dlaczego Polska kojarzy się ostatnio Szwedom z kolejnym krajem, gdzie można tanio się zabawić i spożyć hektolitry złocistego napoju. Już półtora wieku różne rządy walczą z alkoholem, który doprowadzał społeczeństwo do nędzy i degeneracji. Graniczące z prohibicją zakazy zmieniły kulturę picia, ale spożycie niewiele się zmniejszyło.

 

W trakcie podróży autora artykułu do Goeteborga, wybory w Szwecji zbliżały się wielkimi krokami. Zwyciężyli, cóż za zaskoczenie, socjaldemokraci.

Szwecja to najbardziej liberalny kraj Europy, ale nawet tutaj można dostrzec różnorodność we wszelakim wydaniu

Absolutny brak przepychu

Obywatele krajów, w których można wypić w barach za przystępną cenę, mogą się załamać. No bo jak to tak – Polaka częstować rachunkiem za browar w wysokości 74 SEK (30,83 PLN)! Może i piwko nie najgorsze, ale czy naprawdę jest ono warte swojej horrendalnej ceny? Biedni Szwedzi.

Godne pożałowania ceny alkoholi zmusiły Szwedów do alkoholowych wycieczek. Upijanie się substancjami wszelkiego rodzaju było w ich kraju od dawien dawna czymś normalnym. Podobno każdy kolejny szwedzki król od XVIII wieku trzymał rękę na tętniącym wódką pulsie Sztokholmu. Według miejscowych danych, około 200 lat temu przeciętny mieszkaniec Szwecji wypijał rocznie około 46 litrów napojów procentowych, czyli około 20 litrów czystego alkoholu. Obawa, że cały kraj zapije się na śmierć, była przez wiele wieków czymś dość poważnym. Odwieczny problem alkoholizmu w Szwecji sprawił, że obecnie państwo na absolutną kontrolę nad tym, komu i ile sprzedaje alkoholu. Tyle że nie ma kontroli nad tym, co ich obywatele wyprawiają poza granicami kraju. Widać to już w samolotach m.in. do Polski – niestety.

Goeteborg jest drugim co do wielkości miastem w Szwecji pod względem ludności. Mieszka tam ponad pół miliona ludzi, ale na ulicach trudno dostrzec jakikolwiek przepych. Spacery wzdłuż miejskich kanałów potęgują to wrażenie. A propos miejscowych, należy im się kilka słów podziękowania. To oni składają się nam – turystom na niejedne atrakcje – takie jak choćby miejskie muzeum. W Europie Północnej podana sytuacja nie należy do najrzadszych. Skandynawio – robisz to dobrze!

nosacz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *