Kraj zielonej herbaty

Japonię często nazywa się krajem kwitnącej wiśni. Ja jednak odwiedziłam ten kraj na początku lutego, w związku z czym, wiśnia jeszcze nie kwitła. Dlatego w moim umyśle Japonia pozostanie krajem zielonej herbaty. Zaczynając od Kit Katów, przez cukierki, czekoladki, ciasta… wszystko tam jest z dodatkiem zielonej herbaty. Oczywiście sama zielona herbata także jest wszechobecna. Popularność zielonej herbaty to nie jedyne zjawisko, które w Japonii zaskakuje.

Tokio – miasto sprzeczności.

Byłam w Tokio zaledwie 4 dni, więc udało mi się zapewne dostrzec jakiś 1% z tego, co można w stolicy Japonii zobaczyć. Gdybym miała opisać Tokio jednym słowem z pewnością byłoby to słowo „antagonizm”. Z jednej strony można zobaczyć tu mnóstwo cudownych świątyń. Począwszy od tych największych i najbardziej znanych po zdecydowanie mniejsze, ulokowane z dala od turystycznego ruchu. Mnóstwo tutaj też dużych, pięknych ogrodów ze wspaniałą roślinnością, w których można zatopić się uciekając od zgiełku miasta. Z drugiej jednak strony jest Tokio nowoczesne. Pełne wielkich, kilkupiętrowych centrów handlowych, gwarne i zatłoczone. Rozbłyskające milionem świateł wraz z nastaniem mroku.

Podobnie z samymi ludźmi. Z jednej strony Japończycy to ludzie wstydliwi i skryci, każde publiczne okazywanie uczuć uważane jest za nietakt. Z drugiej strony, przemierzając dzielnice handlu i pop kultury, można usłyszeć ich głośne śmiechy, a widząc popularność sex-shopów i rzeczy, które w nich są sprzedawane, z pewnością nie określiłabym Japończyków mianem nieśmiałych.

Obsesja na punkcie czystości

Żele antybakteryjne, maseczki, rękawiczki – to w Tokio codzienność. Maseczki nosi się nie tylko z powodu zanieczyszczenia, głównie nosi się je, gdy jest się chorym – by nie zarazić innych ludzi. W każdym publicznym miejscu znajdziemy również żel do dezynfekcji rąk. Nie mówiąc już o ręcznikach podawanych w każdej restauracji do wytarcia rąk przed jedzeniem. Każdy policjant, czy urzędnik ma na sobie białe rękawiczki, a wydawane pieniądze dostaniemy zawsze na tacce, nigdy bezpośrednio do rąk. Na ulicach także panuje czystość. Zapewne jednym z powodów jest fakt, że w Japonii nikt nie je idąc. Jeżeli chcemy zjeść np. loda na ulicy – możemy, jednak musimy się zatrzymać, zjeść i dopiero potem możemy iść dalej.

Język angielski

Przed wyjazdem Japonia wydawała mi się krajem na miarę XXI wieku. Skoro tak, myślałam, to muszą mówić świetnie po angielsku. Potem przeczytałam na kilku blogach, że wcale tak nie jest. Wiedziałam więc już, że nie mówią doskonale, sądziłam jednak, że jest to stopień przynajmniej komunikatywny. Jak duże było moje zaskoczenie, gdy japoński student nie był w stanie się przedstawić i powiedzieć co studiuje. Nawet profesorowie na uniwersytecie mają problem z współczesnym lingua franca. Dogadanie się po angielsku graniczy więc z cudem.

Automaty

Kolorowe automaty z napojami można spotkać w stolicy Japonii na każdym kroku. Kupimy w nich nie tylko „zwykłe” napoje takie jak cola czy fanta, ale także gorące napoje w… butelkach, a nie w kubeczkach, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Automaty to jednak nie tylko napoje. Dostaniemy w nich także power banki, zabawki, pudełka z niespodzianką, czy prezerwatywy. Zastanawia mnie ich popularność, zwłaszcza, że co chwilę w Tokio mijamy sklepy typu „Carrefour Express”, które bardzo często czynne są 24h na dobę. Dużą popularnością cieszą się także wszelkiego rodzaju automaty do gry.

Jedzenie

W Japonii sushi wcale nie jest tak popularne jak się wydaje. W zwykłych restauracjach nie znajdziemy go nawet w menu. Trzeba pójść do specjalnego miejsca, które go serwuje. Prawda jest taka, że Japończycy jedzą głównie ryż z dodatkami. Bardzo dużo z tych dodatków stanowią warzywa, kiełki, kapusty. Jadłam także mnóstwo dobrego mięsa, zwykle przyrządzonego z sosem słodko-kwaśnym oraz litrami wypijałam zupę miso i zieloną herbatę. Najdłużej zapamiętam z pewnością smak ramenu, który wprost ubóstwiam. Oczywiście możemy go zjeść także w Polsce, jednak ten w Japonii jest nieporównywalnie lepszy.

Pożyteczne wynalazki

Patrząc na metro w Warszawie mam w pamięci obraz tego w Tokio. Nad siedzeniami w warszawskim metrze jest sporo pustego miejsca, wykorzystywanego zazwyczaj jako przestrzeń reklamowa. W Japonii pomyśleli o tym, że tę przestrzeń można wykorzystać w dużo lepszy sposób – umieszczając tam półki na bagaż jak te w pociągu. Dzięki temu podróż staje się wygodniejsza i jest więcej miejsca dla pasażerów. Kolejnym pożytecznym wynalazkiem w tokijskim metrze są bramki biletowe, które nie tylko, jak w każdym metrze kasują bilet przy wejściu, ale i „połykają” bilet przy wyjściu, dzięki czemu unikamy niepotrzebnych śmieci. Co więcej, gdy kupimy zły bilet, możemy podejść do obsługi metra i zwrócić nieskasowany bilet za który dostaniemy zwrot pieniędzy.

W większości restauracji znajdziemy przycisk do wzywania kelnera. Pozwala to uniknąć niepotrzebnego stresu związanego z oczekiwaniem na obsługę, czy nerwowego wymachiwania ręką w stronę kelnerów.

Złoty medal w tej kategorii należy się japońskim toaletom. W kabinach często są specjalne siedzenia dla dzieci – tak by matka mogła wejść do toalety, posadzić dziecko, a sama bez przeszkód załatwić potrzeby fizjologiczne. Niewątpliwie wrażenie robią także podgrzewane deski klozetowe, toalety z możliwością puszczania muzyki oraz z opcją bidetu (oczywiście z regulowanym strumieniem, temperaturą i ciśnieniem wody).

Czego moglibyśmy się nauczyć od Japończyków?

Z pewnością porządku i dyscypliny. W Japonii nikt nikomu nie przeszkadza. Nikt nie śmieci. Każdy zna swoje miejsce. W metrze ludzie ustawiają się w rzędzie do wejścia, robiąc po środku przestrzeń umożliwiającą swobodne wyjście. Wszyscy stoją po lewej stronie ruchomych schodów, tak by prawą każdy mógł przejść. W komunikacji nikt nie słucha głośno muzyki, nikt nie rozmawia głośno przez telefon. Każdy stosuje się do reguł. Ludzie są dla siebie życzliwi. Kłaniają się na powitanie i pożegnanie. Nie mówiąc już o porządku pracy, do którego Polakom wiele brakuje. Tutaj każdy ciężko pracuje, wszystko jest na swoim miejscu, każdy dokładnie wie, co ma robić. Uczyć moglibyśmy się też aktywności fizycznej. Na co dzień widzi się na przykład mnóstwo ludzi biegających w parkach – jest to zarówno młodzież jak i starsze osoby.

Dobrze, że wracam w poniedziałek… W przeciwnym razie zaczęcie tygodnia w Polsce mogłoby się skończyć sporą poniedziałkową chandrą. Zwłaszcza jeśli człowiek zmuszony jest usiąść na zimnej, niewygodnej desce klozetowej, a ptaszki nie ćwierkają wraz z dźwiękiem spuszczanej wody.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *