Woloyolo #4 Mary i Max

Kilka dni temu, basen w ramach zajęć akademickich. Jeden z ćwiczących  wchodzi do szatni i podniesionym głosem pyta, kto zabrał mu jego kluczyk do szafki. Nikt się nie odzywa, więc chłopak nagle wybucha niezrozumiałym gniewem. Krzyczy na nas, rozwija jakieś niestworzone historie basenowego spisku… Część świadków śmieje się pod nosem, część patrzy na krzyczącego jak na wariata. Ale ja wiem, że za tą sceną kryje się coś głębszego. A wiem to dzięki doświadczeniu wolontariatu Mary i Max.

Jak często zdarza Ci się nie mieć z kim wyjść do kina, na spacer, pogadać? Jak często czujesz się osamotniony, bo znajomi wyjechali, bo nikt nie ma czasu? Z pewnością nie jest to miłe uczucie, chcielibyśmy go doświadczać jak najrzadziej. Człowiek jest istotą społeczną i jako taki potrzebuje choćby od czasu do czasu kontaktu z innymi. A teraz wyobraź sobie, że w Twoim otoczeniu jest sporo ludzi, którzy osamotnieni czują się na co dzień. I są to także ludzie młodzi, Twoi rówieśnicy, którym brakuje nawet tych paru wyjść w semestrze. Nie są oni osamotnieni, bo tak wybrali. Nie są aspołeczni. Oni urodzili się inni, a społeczeństwo nie lubi inności. Oni urodzili się ze spektrum autyzmu.

Mary i Max to wolontariat koleżeński. Forma pomocy, o której nie pisałem jeszcze w ramach tej serii, ale równie ważna. W ramach wolontariatu koleżeńskiego nie zajmujesz się osobą niepełnosprawną, nikogo nie wychowujesz. W tym wolontariacie oferujesz przede wszystkim swój czas i otwartość. Oferujesz siebie na spotkania z drugim człowiekiem, któremu tych spotkań niezwykle brakuje. Może dlatego właśnie tak ciężko rozpoznać w tym wolontariacie wolontariat. Co to w końcu za praca, co to za bycie wolontariuszem, skoro robi się to samo, co można by robić na zwykłym spotkaniu koleżeńskim? W tym jednak tkwi sedno sprawy, że to co nam wydaje się tak zwykłe, wcale takie nie jest dla ludzi ze spektrum autyzmu. To co wydaje się tak proste, jest w rzeczywistości nieustanną pracą nad własnymi wyobrażeniami.

Nie ma co ukrywać, ludzie ze spektrum autyzmu inaczej odbierają świat i reagują na niego inaczej. Ogromną wartością tego wolontariatu jest, że jego uczestnicy starają się zrozumieć siebie nawzajem. I to nie tylko na szkoleniu wprowadzającym, nie tylko podczas warsztatów prowadzonych w trakcie trwania edycji, ale przede wszystkim przez pełne pół roku spotkań. Nie da się przecenić roli, jaką w budowaniu w sobie wrażliwości na problemy, z jakimi na co dzień borykają się osoby ze spektrum autyzmu, odgrywają te spotkania. Po zakończeniu edycji człowiek z większym zrozumieniem patrzy na świat. Na ten świat, w którym, jak podaje Ogólnopolski Spis Autyzmu, jedna na sto osób może cierpieć na zaburzenia rozwoju ze spektrum autyzmu.

Czym jest jednak owo spektrum? Jak dowiadujemy się już na wstępie na świetnie przeprowadzanym szkoleniu dla wolontariuszy, autyzm nie jest chorobą. Jest to raczej zbiór zaburzeń rozwoju, które mogą objawiać się różnie i z różnym nasileniem. Charakteryzują się one najczęściej trudnościami w nawiązywaniu i podtrzymywaniu relacji społecznych oraz powtarzającymi się schematami zachowań. W Mary i Maxie wolontariusz spotyka się z osobami, które są świadome swojego autyzmu i, co bardzo ważne, pogodzone są z diagnozą. Osoby te doświadczają Zespołu Aspergera, czyli zaburzeń ze spektrum autyzmu, które nie obejmują opóźnień w rozwoju intelektualnym.

W internecie znajdziecie wiele krótkich video, które tłumaczą, jak odbierają świat osoby dotknięte tymi zaburzeniami. Możecie też obejrzeć, co szczególnie polecam, cały film pt. Mary i Max, który był inspiracją dla nazwy opisywanego wolontariatu koleżeńskiego. Niemniej ani z video, ani nawet z filmu nie dowiecie się tego, czego dowiedzieć możecie się uczestnicząc w tym projekcie.

Jak w praktyce wygląda wolontariat w Mary i Maxie? Na samym początku musicie przejść obowiązkowe szkolenie, które jest prowadzone przez psychologów. Tam dowiadujecie się wielu ważnych informacji dot. autyzmu, przebiegu wolontariatu, ale także wykonujecie serię ćwiczeń, pozwalających doświadczyć Wam, jak czują się osoby z Zespołem Aspergera. Następnym krokiem jest dopasowanie wolontariusza z uczestnikiem, które odbywa się na podstawie zadeklarowanych zainteresowań. Chodzi w tym o to, żeby już na początku mieć wspólne tematy do rozmów. Pierwsze spotkanie odbywa się zawsze we trójkę. Oprócz wolontariusza i uczestnika, jest obecny także ktoś z Mary i Maxa. Każda dobrana para otrzymuje bowiem swojego opiekuna, który czuwa nad rozwijającą się relacją, do którego zawsze można zwrócić się o wsparcie. Preferowana częstość spotkań to raz w tygodniu, ale w Mary i Maxie najważniejsze jest to, na co wzajemnie umówią się wolontariusze z uczestnikami.

Ja sam w Mary i Maxie również doświadczyłem własnego spektrum, spektrum wszystkich możliwych reakcji na długoterminowy wolontariat. Od zainteresowania, poczucia misji przez motywację, rezygnację, wątpliwości po zadowolenie i satysfakcję. Bywały ciężkie spotkania, w trakcie których nie odnosiłem innego wrażenia niż wrażenie zmarnowanego czasu. Bywały też naprawdę udane, kilkugodzinne wspólne wyjścia do kina, wspólne spacery wzdłuż Wisły. Zdążyłem zmienić swoje nastawienie do wolontariatu koleżeńskiego z postrzegania go jako kontrolowanej, nienaturalnej relacji do świadomości relacji rozwijającej się może inaczej niż inne, ale równie jak one wartościowej.

Uczestnictwo w wolontariacie koleżeńskim to nie jest ani prosta, ani przypominająca inne wolontariaty aktywność. A jednak tak jak inne wolontariaty niesie ze sobą niezwykle przydatną wiedzę nt. świata, w którym żyjemy, rozszerza horyzonty, pozwala spojrzeć na wiele spraw z innej strony. Tutaj ludzie nie tylko uczą się pomagać sobie nawzajem, tutaj ludzie naprawdę się zmieniają.

Wracając do sceny opisanej na samym początku tekstu, nie jestem psychologiem, żeby orzekać, czy tak inaczej reagujący na zwykłe zgubienie kluczyka chłopak doświadcza zaburzeń ze spektrum autyzmu, czy nie. Ale to właśnie Mary i Max nauczył mnie innej niż narzucające się w takich sytuacjach reakcji. Zamiast śmiać się czy dziwić się, może po prostu wystarczy pokazać, że sytuację traktuje się równie poważnie. Wtedy zdenerwowanie i napięcie rozmywają się w poczuciu solidarności i koleżeństwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *