Pamiętajmy o Edycie

Na świat przychodzi jedenaste dziecko Siegfrieda i Augusty Stein – Edyta. Na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Dubois 29 (wtedy Kohlenstrasse) rodzina beztrosko cieszy się z narodzin dziewczynki. Akurat przypada Jom Kippur – niezwykle ważne święto w kalendarzu każdego Żyda. Państwo Stein widzą w zbieżności ruchomego Święta z urodzinami małej Edytki dobry omen – są przekonani, że ich córkę czeka niezwykła przyszłość. Nie mogą oczywiście wiedzieć o zawiłej i niezwykle trudnej ścieżce, która, jak się później okaże, doprowadzi dziewczynkę do świętości.

Dzieciństwo
Dwa lata później umiera Siegfried. Dla wielodzietnej rodziny z końca XIX wieku, głęboko osadzonej w patriarchalnych tradycjach judaizmu, ta strata jest podwójnie bolesna. O tym, jak szalenie istotna dla Żydów żyjących w tamtych czasach była postać ojca-głowy rodziny, najlepiej świadczy pewne zdjęcie przedstawiające familię Steinów z 1896 roku. W centralnej części fotografii widnieje, jak gdyby nigdy nic, wyprostowany, brodaty i poważny Siegfried Stein. Naokoło niego skupiona zostaje reszta – matka i dzieci. W lewym dolnym rogu dostrzegamy radośnie uśmiechniętą pięcioletnią Edytę – przyszłą chrześcijańską świętą. Czarno-białe, wyblakłe przez czas zdjęcie utrudnia odkrycie fotomontażu. Dopiero pan Marek, pracownik TES (Towarzystwo im. Edyty Stein), z którym przez przeszło godzinę rozmawialiśmy o Patronce Europy, zwraca mi uwagę na pewien szczegół – biały, niewyraźny pasek nad głową Siegfrieda – miejsce zdradzające ingerencję fotografa.

Gdzie mamy przyjemność przebywać? W niegdysiejszym domu Steinów – na Nowowiejskiej 38 wrocławskiego Nadodrza. Piszę o nim ponieważ, jak wykaże dalsza część tekstu, jest to miejsce niepozbawione znaczenia w kontekście współczesnego dialogu międzynarodowego.

„Pomimo trudności, Augusta stanęła jednak na wysokości zadania, wbrew temu, czego po niej wówczas oczekiwano, nie sprzedała firmy męża, ale przejęła ją i zaczęła samodzielnie pilnować interesów. A także tego, żeby rodzinie nigdy niczego nie brakowało” – przekonuje mój rozmówca. Są podstawy żeby sądzić, że samodzielna i niezależna postawa matki wywarła niemały wpływ na późniejszy styl życia Edyty i jej działalność społeczną związaną z walką o prawa kobiet. Na razie jednak Edyta jest jeszcze małą dziewczynką. Pilnie przysłuchuje się uczącemu się rodzeństwu. Jeśli wierzyć wspomnieniom postronnych, spośród rówieśników wyróżnia się niezwykle drobiazgową pamięcią i pędem do wiedzy.

Czyta wszystko, co wpadnie jej w ręce, zapamiętuje szczegóły z zajęć z literatury, które starszy brat Paweł powtarza w domu, a na szóste urodziny życzy sobie „pójść do dużej szkoły”. Dzięki staraniom rodziny, wkrótce jej życzenie spełnia się, a mała dziewczynka zaczyna niezwykle intensywną naukę. We wspomnieniach czytamy, że w młodości przeczytała tak dużo klasyki literatury, że starczyło jej tego do końca życia, a nawet, z pomocą genialnej pamięci, pozwoliło wplatać wątki literackie w wykłady filozoficzne, które prowadziła już jako dorosła kobieta. Nic więc dziwnego, że z czasem przychodzi kryzys. Czternastoletnia Edyta ma dosyć nauki – na rok przenosi się do siostry, do Hamburga.

Bunt i nauka
Wraca już jako zadeklarowana ateistka, zaczytuje się w wierszach Schillera i spędza kolejne bezsenne noce nad książkami. Augusta przyjmuje to ze stoickim spokojem. Jej córka w Hamburgu dowiaduje się o sobie także tego, że w żadnej mierze nie nadaje się do prac domowych. Odbije się to na jej późniejszym życiu zakonnym w Karmelu, gdzie w ramach precedensu, przełożone pozwolą Edycie dalej zajmować się pracą naukową. W roku 1911 pisze maturę, po której dostaje się na Uniwersytet Wrocławski, który o niej nie zapomniał; na ścianie Collegium Antropologicum na Kuźniczej 35, widnieje informacja, że „Edyta Stein studiowała tutaj […] w trzech językach: polskim, niemieckim i w jidysz”. Jej plan zajęć pęka w szwach, zawierając poupychane zajęcia z historii i łaciny, między germanistykę, filozofię i psychologię, na której była jedyną słuchaczką. Angażuje się także w przyakademickie Pruskie Zjednoczenie na Rzecz Praw Wyborczych Kobiet.

Dzięki spadkowi po babci i znacznym wkładzie finansowym matki, może studiować bez obaw o problemy materialne, zmagać się musi jednak z nawracającymi stanami depresyjnymi, co doskonale widać w jej wspomnieniach: „Kiedy szłam ulicą, jakże chciałam, aby mnie przejechał jakiś wóz”. Wart odnotowania jest także fragment, który napisała w lecie 1912, gdy pewnego ranka obudzono ją w stanie zatrucia ulatniającym się gazem: „dlaczego nie pozostawiono mnie w tym głębokim spokoju na zawsze?”. Śledząc bacznie życiorys Edyty w redakcjach różnych autorów, nie można przejść obojętnie wobec jej szczególnej wrażliwości – jeśli wierzyć powyższym, nawet słuchanie o czyimś nieszczęściu nie dawało jej spać. Była pochodzącym wzorem altruizmu. Mimo depresji, cechuje ją wstręt do studenckiej dekadencji i towarzyszącemu temu zjawisku pijaństwu. Złośliwi mogliby stwierdzić, że jest to idealny przykład na to, że niektóre rzeczy się nie zmieniają.

Patriotka, doktorantka, wahająca się ateistka
Wkrótce Edyta porzuca psychologię na rzecz filozofii, która stanie się jej życiową pasją. Następnie pod wpływem przyjaciela wyjeżdża do Getyngi, by kształcić się pod skrzydłami Husserla. Poznaje tam Adolfa Reinacha – asystenta wielkiego fenomenologa – który wprowadzi ją w środowisko naukowe. I to właśnie pod czujnym okiem Edmunda Husserla Edyta pisze doktorat na temat istoty „wczucia się”. Wybucha jednak wojna. Znakomita większość kolegów Edyty zostaje wysłana na front. Ona, ponieważ czuje się Prusaczką, w geście patriotyzmu i solidarności zawiesza pisanie pracy i zapisuje się na kurs pielęgniarki, po  którym pracuje w wojennym lazarecie. Nie może jeszcze wiedzieć, że 33 lata później sama doświadczy okrucieństwa niemieckich żołnierzy. Na razie, z narażeniem zdrowia, ratuje życie mówiącym w języku Goethego piechurom. Nie wie także, jak I Wojna Światowa się zakończy. Że 11 listopada 1918 roku o 5 rano, w wagoniku pod Compiegne, niemieccy delegaci podpiszą akt kapitulacji, którego bezpośrednim następstwem będzie koniec „Wielkiej Wojny”, Traktat Wersalski i powstanie Republiki Weimarskiej. Zanim do tego dojdzie, Edyta po raz kolejny rzuci się w wir nauki; w końcu zostaje nauczycielką i intensywnie pracuje nad pracą doktorską. Jak zwykle daje z siebie 100%, czego skutkiem ubocznym jest nienaturalnie szybki spadek wagi, ale Edyta Stein nie umie angażować się w coś częściowo, nie przeżywając tego całą sobą. Może mając na uwadze ten fakt, łatwiej nam zrozumieć jej późniejszą konwersję na katolicyzm.  Na razie przyszła Patronka Europy broni pracę doktorską i zostaje asystentką samego Husserla, z którym już niedługo czeka ją prawdziwy konflikt pokoleń – on, zaczyna skłaniać się w stronę idealizmu. Ona, tak jak jej rówieśnicy – pozostaje wierna kantowskiemu krytycyzmowi i racjonalizmowi. W międzyczasie prowadzi też proseminaria z filozofii, które zwykła nazywać „filozoficznym przedszkolem”.

Jak to się stało, że racjonalistka z krwi i kości, od 14 roku życia zadeklarowana ateistka zostanie gorliwą katoliczką? Oprócz powszechnych w tamtych czasach przypadków decydowania się filozofów na obranie właśnie tej ścieżki wiary, mocnym impulsem okazuje się dla niej wizyta w domu wdowy (Żydówki, która wraz ze zmarłym przyjęła chrzest) po Adolfie Reinachu, który ginie podczas I Wojny Światowej. „Edyta była pod bardzo mocnym wrażeniem postawy tej biednej kobiety, która w obliczu tak ogromnej straty, nie załamała się, pokładając swoje nadzieje w życiu wiecznym męża” – opowiada mi wolontariusz z  TES. „Decydująca okaże się jednak lektura autobiografii św. Teresy z Avila, po której przeczytaniu Edyta podobno powiedziała: To jest prawda. A ponieważ nie zwykła stosować półśrodków, postanowiła się ochrzcić. Dla jej matki, gorliwej, ortodoksyjnej Żydówki to był prawdziwy cios”. Według wspomnień, Edyta poszła w 1921 roku do kościoła w Bad Bergzabern, gdzie poprosiła napotkanego tam księdza o chrzciny. Ponoć, gdy odpowiedział jej, że to sakrament wymagający gruntownych przygotowań, odrzekła: „Niech mnie ksiądz egzaminuje”. Po kilkunastu minutach „egzaminu”, role się odwróciły i to doktorantka filozofii pochodzenia żydowskiego zaczęła odpytywać katolickiego duszpasterza. I faktycznie, wraz z Nowym Rokiem, chrzest zostaje jej udzielony. Jeszcze wcześniej nasza bohaterka zaczyna interesować się tomizmem, co zaowocuje kolejnymi ciekawymi pracami o tematyce filozoficznej.

„Chodź, idziemy cierpieć za swój lud”
Edyta kontynuuje swoją karierę – działa społecznie, pomaga, uczy innych, zgłębia filozofię i wykłada (jej wykłady, szczególnie te, które w nowatorski sposób poruszające tematykę związaną z  kobietami, przyciągają tłumy słuchaczy). Podobno jest pedagogiem z prawdziwego zdarzenia – pragnącym zapewnić swoim podopiecznym równomierny rozwój we wszystkich jego sferach. Uczy krytycznego myślenia, nawet względem religii chrześcijańskiej. Zachęca do udzielania się kulturalnie i społecznie. Chce przygotować swoje uczennice do życia. W końcu wstępuje do Karmelu, gdzie, jak już wiadomo, z racji talentu naukowego, dostaje zezwolenie na kontynuowanie pracy. Przyjmuje imię – Teresa Benedykta od Krzyża. Tymczasem nad Europą pojawiają się czarne chmury – Hitler dochodzi do władzy i coraz częściej słyszy się o prześladowaniach Żydów na terenie Niemiec. Jedna z uczennic Edyty okazuje się zagorzałą entuzjastką nazizmu i samej książki o wątpliwych walorach merytorycznych i artystycznych pt.: „Mein Kampf”. Teresa Benedykta sama stara się o audiencję u papieża Piusa XI, żeby poprosić go o interwencję. Sprawy przybierają coraz gorszy obrót – nasza bohaterka traci prawo do wykonywania zawodu.

W przełomie 1938 i 1939, w przededniu wojny, wraz z siostrą przenosi się do dalekiego karmelitańskiego klasztoru w holenderskiej miejscowości Echt. Tam wydaje się, że jest bezpieczna. Gubi ją dopiero… ogłoszenie listu episkopatu holenderskiego, który wstawił się za prześladowanymi Żydami. W odwecie Niemcy dokonują bowiem masowych aresztowań także katolików pochodzenia żydowskiego. A potem już tylko transport. 9 sierpnia 1942 roku Edyta wraz ze swoją siostrą Różą, ginie w komorze gazowej. W latach 50. rozpoczyna się proces jej beatyfikacji, który kończy się w 1987. W 1998 Edyta Stein zostaje ogłoszona świętą, a rok później otrzymuje miano „Patronki Europy”.

Nowowiejska 38 – rok 2017
W siedzibie TESu, czyli w dawnym domu Steinów, każdy może poczuć się jak u siebie w domu, bo to faktycznie trochę jak dom. Można wejść, skorzystać z kuchni i łazienki, nawet po godzinach pracy Towarzystwa. Nikt cię stąd nie wyrzuci. Zwykle jest tu ktoś, z kim można porozmawiać. Na różnych piętrach mieszczą się pomieszczenia mieszkalne wszystkich dawnych członków rodziny Edyty. Wszystko odrestaurowane. Chociaż, jak zapewniają mnie tutejsi pracownicy, nie było łatwo. Co można tu  zrobić, oprócz zwiedzania? Odbywają się tutaj spotkania, które mają na celu zachęcenie do wzajemnego zrozumienia i podejmowania dialogu m.in. na płaszczyznach międzynarodowych. Głównie tego polsko-niemiecko-żydowskiego (czyli, naturalnie, najbliższego Edycie, ale też, zdaje się, najtrudniejszego). Mój rozmówca wspominał również o projektach angażujących młodzież, najczęściej polsko-niemiecką, za pomocą bogatego spektrum aktywności. Często eventy prowadzone są w przystępnej formie warsztatów, np. kulinarnych czy artystycznych.

I to jest takie ważne?
Przechodząc przez salon, zauważam księgę pamiątkową. Okazuje się prawdziwym katalogiem narodowości: Francuzi, Niemcy, Hiszpanie, Koreańczycy, Serbowie, Amerykanie, Brazylijczycy, Meksykanie, Sudańczycy – to i tak nie wszyscy, którzy przewinęli się przez to miejsce. A przecież ta kamienica nie jest wcale położona w najbardziej reprezentatywnej części Wrocławia – nie tak blisko stąd na starówkę. Trudno trafić tu więc przypadkowo – ot tak, będąc na spacerze. Ci, którzy się wpisali ( i których potrafię zrozumieć), podkreślają w swoich wypowiedziach potrzebę otwartości, jedności i współdziałania. A także zachwyt tym miejscem, w którym ta potrzeba staje się faktem.

Zdaniem moich rozmówców, właśnie to poczucie wspólnoty daleko wychodzącej poza sztuczne ramy graniczne, pociągało Edytę w katolicyzmie. Towarzystwo bardzo sprawnie wykorzystuje potencjał, jaki daje postać Patronki Europy; Żydówki, przejściowej ateistki – osoby poszukującej, Chrześcijanki, racjonalistki, filozofki, naukowca, Niemki, obywatelki Świata a nawet feministki. Jej postać, która potrafiła łączyć w sobie te wszystkie składowe, jest świetnym pretekstem do dialogu na płaszczyźnie społecznej, religijnej i międzynarodowej.

Mając na uwadze postępujący brutalizm języka debaty publicznej, który ostatnimi czasy zdaje się wieść prym i dążyć raczej do podziału niż do zjednoczenia, miejsca, w których można się na spokojnie spotkać, wymienić poglądami i wartościami, a także coś przeżyć, są na wagę złota.I właśnie dlatego, zwłaszcza dzisiaj, pamiętajmy o Edycie Stein.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *