Smutna Wiosna tej jesieni

Reportaż dotyczący pracy w Wiośnie, stowarzyszeniu odpowiedzialnym m.in. za  ogólnopolskie projekty Szlachetna Paczka i Akademia Przyszłości, wywołał burzę. Ksiądz Jacek Stryczek już zrezygnował z funkcji prezesa zarządu Stowarzyszenia, a bez niego wielu ludzi nie wyobraża sobie Wiosny. Wolontariusze czują się zagubieni, przez co w internecie pojawia się coraz więcej nieprzemyślanych, często szkodliwych komentarzy.

            Nieco ponad rok temu pisałem na à propos o Akademii Przyszłości. Właśnie tam, w siostrzanej organizacji Szlachetnej Paczki, zaczynałem swoją przygodę z długoterminowym wolontariatem. Spodobało mi się jak nigdzie indziej, a doświadczenie pracy z dzieckiem wpłynęło na moje późniejsze aktywności – na wybór pracy wakacyjnej, na kolejne wolontariaty, na zainteresowanie się edukacją. Postanowiłem zostać w Akademii na kolejny rok, tym razem w roli nie tylko tutora, ale także lidera, który organizuje pracę innych wolontariuszy. Wtedy też jeszcze lepiej poznałem Akademię. Brałem udział w spotkaniach, w zjazdach, a także w kursie tutoringu w Krakowie, w trakcie którego poznałem wolontariuszy z innych części kraju oraz niektórych pracowników Wiosny. Sam zastanawiałem się, czy w przyszłości nie spróbować swoich sił właśnie w Wiośnie. Zachęcało mnie do tego hasło promocyjne: „wybierz pracę z sensem!”.

            Afera, jaka wybuchła po publikacji Onetu ws. sposobu traktowania pracowników Stowarzyszenia przez księdza Jacka Stryczka, nie była mi więc obojętna. Tym bardziej nie jest mi obojętne, co z tej afery wyniknie. I jak zwykle obawiam się skrajności – tego, że nie wyniknie nic i  tego, że wyniknie za dużo.

            Moim zdaniem artykuł Onetu jest godny zaufania. Podkreślam to już na samym początku. Tekst Janusza Schwertnera jest wiarygodny z trzech powodów: 1. tego, co wiemy o księdzu Stryczku, 2. tego, co zdążyłem się dowiedzieć o pracy w Akademii i Wiośnie, 3. tego, co zawarte jest w samym artykule oraz w wyjaśnieniach księdza Stryczka.

            Najłatwiej chyba będzie zacząć od punktu trzeciego. Ponad dwadzieścia osób zgodziło się podzielić z dziennikarzem Onetu swoimi złymi doświadczeniami z pracy w Wiośnie, część z nich pod nazwiskiem. Relacje ich są szczegółowe, choć nacechowane emocjami (do czego jeszcze wrócimy). Wyjaśnienia księdza Stryczka nie są za to w pełni przekonujące. Jego zachowanie w trakcie pracy nad artykułem – Msze za Szlachetną Paczkę, klasyczna ucieczka do przodu w retorykę oblężonej twierdzy – oraz po publikacji budzi podejrzenia.

            Wyjaśnijmy tu też od razu punkt pierwszy. Ksiądz Stryczek znany jest ze swoich specyficznych poglądów nt. relacji chrześcijaństwa i kapitalizmu. Od lat wypowiada się publicznie o prymacie wolnego rynku nad jakąkolwiek ingerencją państwa. Wystarczy przytoczyć jego zdanie z wywiadu dla Dużego Formatu z 2015 roku dotyczące umów śmieciowych: „A ja uważam, że bezpieczeństwo nie jest najważniejszym warunkiem pracy. Ponieważ jak ktoś zatrudnia pracownika, to nie po to, żeby on się czuł bezpieczny, tylko żeby realizował cele organizacji, do której został przyjęty”. Z łatwością możemy sobie wyobrazić, że „duszpasterz ludzi biznesu” już w roli prezesa wielkiej organizacji wciela w życie swoje zdecydowane (jeśli nie skrajne) liberalne poglądy. A co za tym idzie łatwiej dać wiarę licznym świadectwom jego bezkompromisowych i stresujących metod zarządzania pracownikami.

            Na koniec zajmijmy się punktem drugim. Znam mnóstwo ludzi, którzy po doświadczeniu wolontariatu w Akademii zrezygnowali. Część z nich po prostu nie pasowała do charakteru tego projektu. Ale jest też duża grupa tych, których Akademia sama wypchnęła poza swoje struktury. W wolontariacie tym panuje bowiem zaskakująco duża presja. Jest tyle rzeczy do zrobienia, tyle wytycznych idzie z góry, do stawiania tylu celów zachęca się wolontariuszy, że osoby mniej zaangażowane zwyczajnie dociągają do końca edycji (w najlepszym wypadku) i znajdują sobie miejsce gdzie indziej. W tej sytuacji wiele zależy od zestawu ludzi, na których się trafi. Na pewnym etapie bowiem, gdyby chcieć realizować wszystko perfekcyjnie i zgodnie z odgórnymi założeniami (a należy pamiętać, że w Akademii jak we wszystkich wolontariatach są ideowcy, ludzie wrażliwi i zdecydowani poświęcić się dla sprawy), praca tam zaczyna przypominać pełnoetatowe zatrudnienie.

            Jeżeli tak jest na poziomie bycia wolontariuszem, jak wygląda atmosfera pracy w Stowarzyszeniu? Nastawienie na sukces jest tam bardzo widoczne, a techniki coachingowe, które mają pomóc ten sukces osiągnąć, są widoczne jeszcze bardziej. Na spotkaniach, w przemowach, w trakcie warsztatów, w tematach szkoleń. Wszystko podporządkowane jest samodoskonaleniu się. I oczywiście jest to może słuszne podejście, ale nie dla wszystkich. A „pracy z sensem” często nie szukają ci, których napędza wyłącznie sukces. Od razu dodam, że owa „kultura sukcesu” ma swoje zalety, a również na niektórych szkoleniach wolontariusze mają okazję nauczyć się akceptować swoje wady i porażki. Sam, mimo że za coachingiem nie przepadam, zostałem przecież w Akademii i bardzo dobrze się tu czuję. Niemniej łatwo wyobrazić mi sobie ludzi, których ta atmosfera przerasta.

            Artykuł Onetu jest więc godny zaufania, ale nie dajmy się ponieść emocjom. Zaznaczyłem wcześniej, że do emocjonalnego charakteru wypowiedzi byłych pracowników Wiosny jeszcze wrócimy. Uważam to bowiem za klucz do zrozumienia tego, co naprawdę działo się w Stowarzyszeniu. Słusznie zwracał uwagę na te emocje ksiądz Stryczek, kiedy przyszło mu tłumaczyć się ze swojego zachowania. Często barwne opisy sytuacji konfliktowych między nim a pracownikami przesłaniają fakty. Czytając relacje zawarte w reportażu Schwertnera miejmy z tyłu głowy, jak my opisywalibyśmy nasze zwolnienie z pracy? Jak opisywalibyśmy profesora, który regularnie wystawia nam złe oceny za dobrą w naszej opinii robotę? Czy na pewno zachowalibyśmy obiektywność? Choć relacji jest za dużo i są one zbyt szczegółowe, by uznać, że nic złego się w Stowarzyszeniu nie dzieje, to jednak zdrowy rozsądek podpowiada, że warto ochłonąć po lekturze, zanim wyda się wyrok.

            W moim przekonaniu dobrze się stało, że tekst został opublikowany. Dobrze się stało, że dyskutujemy o granicach między wolontariatem a pracą, między oddaniem dla sprawy a bezzasadnym wykorzystywaniem. Dobrze się nawet stało, że ksiądz Stryczek zrezygnował z funkcji prezesa zarządu Wiosny, a Stowarzyszenie zyska czas na rozliczenie się z kryzysem.

            My, wolontariusze Szlachetnej lub Akademii, uważajmy, by nie odcinać się od afery mówiąc „to nie nasza sprawa, to sprawa Wiosny”. Wszyscy, niezależnie od tego czy zatrudnieni w Stowarzyszeniu, czy nie jesteśmy ludźmi wiosny. Nie pozwólmy jednak, by zaistniała sytuacja miała wpływ na odbieranie przez nas dobra, jakim udało się podzielić przez tyle lat istnienia mądrej pomocy. I zachęcajmy do dalszego działania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *