Humaniści to przyszłość

Tytuł jest może nieco na wyrost, ale spełnił swoje zadanie – czytasz to. A czytać to warto, szczególnie na tle mniejszej lub większej pogardy, z jaką spotykają się od dłuższego czasu przedmioty humanistyczne. Brakuje refleksji, ale i zdecydowanej samoobrony ze strony samych humanistów.

Nie potrafiliśmy obronić powagi naszego przedmiotu

Te słowa usłyszałem od prof. Anny Gizy-Poleszczuk, prorektor ds. rozwoju UW. Rozmawialiśmy akurat o socjologii, jej zastosowaniu oraz roli. Pani profesor stwierdziła, że wina za niekwestionowany upadek prestiżu tego kierunku leży po stronie socjologów. Zabrakło dobrej argumentacji, promocji, zdecydowania. I ta opinia przekłada się również na inne przedmioty humanistyczne. Bo u źródeł problemu w PR humanistyki, poza oczywistym zachłyśnięciem się postępem technologicznym właściwym dla współczesności, leży milczące przyzwolenie humanistów na nie tylko erozję wymogów uniwersyteckich, ale wręcz znaczenia samego pojęcia. Od kiedy bowiem humanistą jest każdy, kto nie jest ścisłowcem? Od kiedy bycie „humanistą” stało się usprawiedliwieniem nieznajomości podstawowej matematyki, braku umiejętności logicznego myślenia?

Wielcy twórcy matematyki byli filozofami. Hasło „niech nie wchodzi tu nikt, kto nie zna geometrii” widniało na wejściu do Akademii Platońskiej. Lektura i analiza tekstów, nieodłączny element studiów humanistycznych, nie jest niczym innym niż rozwiązywaniem skomplikowanych równań, a nierzadko też nierówności, choć zamiast liczb są słowa. Nie sposób uczyć się języka bez zdolności właściwych matematyce, łacina bywa wręcz nazywana matematyką bez cyfr. W tym kontekście zupełnie nietrafione jest zdanie, że humaniści to po prostu ludzie nieradzący sobie z przedmiotami ścisłymi. Śmiem nawet twierdzić, że fizykowi teoretykowi bliżej do filozofa niż inżyniera. Nie jest moim celem całkowicie połączyć humanistykę z matematyką, ale pragnę podkreślić, jak błądzimy, kiedy pozwalamy na zasłanianie się humanistyką przed pewnymi ścisłymi kategoriami.

Humaniści badają człowieka – co wpływa na niego, jak zmienia on otoczenie. Nie jest to po prostu praca z ludźmi, jest to próba zrozumienia ludzi, opisania ich. „Humanista” nie równa się „artysta”. Ten drugi przede wszystkim wyraża siebie, podczas gdy pierwszy wyraża swoje rozumowanie o człowieku. Widzimy więc, jak ważny i pełen zastosowań jest przedmiot zainteresowania humanistów. Szczególnie zaś w czasach galopującego postępu technologicznego, odrywającego nas od nas samych, dezorientującego, coraz dobitniej będziemy sobie przypominać o wadze refleksji humanistycznej. Jak wiele tracimy, gdy pozwalamy na inflację tego pojęcia, obejmując nim wszystkich zajmujących się czymś bardziej oddalonym od techniki (która, nawiasem mówiąc, również podlega zainteresowaniu humanistyki).

Rynek pracy

Mógłbym się jeszcze rozpisać nt przyczyn upadku prestiżu humanistyki, ale i tak nie zrobię tego tutaj we właściwy sposób. Mógłbym dalej bronić humanistów, ale jako jeden z nich z pewnością brzmię zbyt mało wiarygodnie. Wolę więc skupić się na powodzie powolnego, choć nieuchronnego renesansu humanistyki. Powodu tego, ku zdziwieniu malkontentów, należy upatrywać w przyszłym rynku pracy. Ten sam bowiem rynek pracy, który napędza obecnie niezliczone memy i żarty o humanistach, w przyszłości będzie ich bardzo potrzebował. Tak wynika z szerokiego raportu „Aktywni+” dot. przyszłości rynku pracy przygotowanego przez DELab UW na zlecenie Gumtree. DELab UW, czyli transdycyplinarny instytut tworzony przez naukowców z UW przy wsparciu firmy Google, sam w sobie stanowi zresztą dowód zapotrzebowania na humanistów. LINK do raportu

Po pierwsze, z raportu wynika, że w Polsce zagrożonych automatyzacją jest średnio 40% miejsc pracy, w krajach wysoko rozwiniętych jest to średnio 57%. Przemysł elektroniczny, samochodowy i maszynowy, wydobywczy należą do najbardziej zagrożonych automatyzacją gałęzi przemysłu, ale nie jedynych. Tymczasowe jest więc obecne uwielbienie rynku dla tzw. fachu w ręku, tj. zdobycia wykształcenia średniego w profilowanych technikach. Istnieje ponad 75% ryzyka automatyzacji w przypadku zawodu rolnika i ponad 90% w przypadku urzędnika. Znikną księgowi, sprzedawcy, bibliotekarze. Znikną zawody polegające na powtarzaniu czynności. Zagrożone są profesje związane z handlem.

Po drugie, aby utrzymać się na rynku pracy, niezbędne będą umiejętności cyfrowe, inteligencja społeczna oraz kreatywność. Najmniej zagrożone automatyzacją są zawody polegające na pracy z innymi ludźmi, a także tworzeniu idei. Przykładowo zawód psychologa ma jedynie 0,7% ryzyka automatyzacji. Najbardziej opłacane zawody skupiać się będą na analizie danych czy kierowaniu zespołem. W nowych warunkach dobrze odnajdą się myśliciele, twórcy oryginalnych pomysłów, których praca będzie jedynie wspomagana przez komputery. Refleksja wynikająca z szerokiej wiedzy i umiejętności rozwiązywania problemów pozostanie domeną ludzi.

Wesołe podsumowanie

Na koniec słowa miliardera Marka Cubana spytanego na jednym z wydarzeń dot. technologii o przyszłość rynku pracy:

„Osobiście uważam, że w ciągu 10 lat będzie większe zapotrzebowanie na absolwentów nauk humanistycznych. Większe niż na programistów czy nawet inżynierów, ponieważ kiedy otrzymasz analizę danych, swoich opcji, będziesz potrzebował innej perspektywy, z której możesz na nie spojrzeć. Dlatego przyda ci się ktoś, kto jest bardziej otwartym umysłem”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *